Dłuższe okresy bez opadów, intensywne deszcze i coraz mniej śniegu zimą - zmieniające się warunki pogodowe stanowią wyzwanie także dla rolników z naszego regionu. Odpowiedzią nie muszą być jednak wyłącznie kosztowne inwestycje. Eksperci wskazują na znaczenie prostych działań, które pozwalają zatrzymać wodę tam, gdzie jest najbardziej potrzebna - na polach i łąkach.

Pan Łukasz - rolnik, z którym rozmawialiśmy, prowadzi gospodarstwo, w którym uprawia m.in. pszenicę, jęczmień i owies. Ma również niewielką uprawę ziemniaków, a pozostałą część gruntów stanowią łąki, z których pozyskuje siano dla zwierząt. Jak sam mówi, w ostatnich latach mierzy się z dużą zmiennością pogody. Zwraca uwagę na to, że okresy suszy przeplatają się z czasem intensywnych opadów i nadmiarem wody.

Susza przeplata się z ulewami. Rolnik zbiera deszczówkę

W takich warunkach planowanie prac polowych i przewidywanie wielkości plonów nie jest łatwe. Rolnictwo w dużym stopniu zależy od czynników, na które gospodarujący nie mają bezpośredniego wpływu. Nawet jeśli w ciągu roku suma opadów wydaje się wystarczająca, ich nierównomierny rozkład może powodować problemy. Długie tygodnie bez deszczu mogą przypadać na okres, w którym rośliny szczególnie potrzebują wilgoci. Późniejsze intensywne opady nie zawsze są w stanie zrekompensować wcześniejsze niedobory.

Skutki niedoborów opadów gospodarz odczuwa między innymi podczas zbiorów siana. W okresach suszy łąki dają mniejsze plony, co przekłada się na ilość paszy dla zwierząt. Pan Łukasz nie ukrywa też, że problemy z opadami nie są jedynymi, z którymi się mierzy. Prowadzenie gospodarstwa coraz bardziej obciążają rosnące koszty produkcji, między innymi paliwa i nawozów, a ceny skupu nie nadążają za wydatkami ponoszonymi przez rolników. W takiej sytuacji na dodatkowe inwestycje często trudno znaleźć pieniądze.

Jednym ze sposobów ograniczania kosztów jest gromadzenie wody opadowej. Rolnik wykorzystuje do tego zbiorniki typu mauzer oraz beczki. Deszczówka trafia później między innymi do pojenia bydła i podlewania. Jak podkreśla, rozwiązanie finansuje samodzielnie. Zbiera wodę z każdej dostępnej rynny, by jej nie marnować i ograniczyć zużycie wody z innych źródeł.

Takie rozwiązanie nie wymaga skomplikowanej infrastruktury ani rozbudowanego systemu nawadniania.Zgromadzona woda może być później wykorzystana wtedy, gdy jest potrzebna, a w przypadku niewielkich gospodarstw nawet takie działania mają znaczenie, zwłaszcza gdy pozwalają ograniczyć bieżące wydatki.

Mniej śniegu, więcej problemów z wodą na wiosnę

Czy takie działania mogą mieć większe znaczenie w obliczu zmieniającego się klimatu? Zdaniem dr. Wojciecha Szymalskiego, prezesa Instytutu na rzecz Ekorozwoju, jednym z istotnych zagrożeń dla polskiego rolnictwa jest zmiana charakteru opadów. Coraz częściej występują dłuższe okresy bezdeszczowe, po których następują krótkie, ale intensywne opady.

– Dla dobrego nawodnienia gleby potrzebne są mniej intensywne opady, ponieważ większy procent wody z intensywnego opadu odpłynie poza pole, do rzeki i do morza – wyjaśnia ekspert.

Sama ilość deszczu nie przesądza więc o tym, czy gleba otrzyma odpowiednią dawkę wilgoci. Znaczenie ma również tempo opadów i możliwość wchłaniania wody przez podłoże. Jeżeli deszcz pada bardzo intensywnie, część wody może szybko spłynąć z powierzchni terenu, zamiast stopniowo przenikać w głąb gleby. W efekcie po gwałtownej ulewie może pozostać wrażenie, że wody było dużo, ale niekoniecznie zostanie wykorzystana przez rośliny w kolejnych tygodniach.

Jak dodaje dr Szymalski, znaczenie ma również zmniejszająca się ilość śniegu. Chodzi nie tylko o liczbę dni z opadami śniegu, ale także o czas zalegania pokrywy śnieżnej i jej grubość. Śnieg stanowi bowiem naturalny, zimowy rezerwuar wody, która podczas roztopów może zasilać glebę i wspierać wiosenny wzrost roślin.

– Jeśli go nie ma lub woda z roztopów odpłynie, zanim zacznie się wegetacja roślin, szybko pojawia się wiosenna susza – wskazuje Szymalski.

Pokrywa śnieżna ma więc znaczenie nie tylko dla zimowego krajobrazu, ale również dla warunków, w jakich rozpoczyna się kolejny sezon rolniczy. Stopniowe topnienie śniegu pozwala wodzie zasilać glebę przez dłuższy czas. Jeżeli śniegu jest niewiele, a odwilż następuje szybko, woda może odpłynąć, zanim rośliny rozpoczną intensywny wzrost. Niedobory wilgoci mogą być wówczas odczuwalne już na początku wiosny.

Ekspert zwraca uwagę, że niedobory wody na początku sezonu wegetacyjnego mogą wpływać na rozwój różnych upraw. Rośliny jare mogą wolniej rosnąć, natomiast ozime, które po łagodniejszej zimie i wcześniejszym wzroście temperatury rozpoczynają wegetację szybciej, mogą być bardziej narażone na późniejsze przymrozki. Niedostatek wody wiosną może też ograniczać ich wzrost.

Szymalski zaznacza przy tym, że sytuacja na Podbeskidziu może różnić się od tej obserwowanej na nizinach. Tereny podgórskie i górskie charakteryzują się na ogół wyższymi rocznymi sumami opadów. Nie oznacza to jednak, że są całkowicie wolne od problemów z dostępnością wody. Istotne jest bowiem nie tylko to, ile deszczu spadnie w ciągu roku, ale również kiedy występują opady i jaka część wody pozostaje w glebie.

Według danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska od 1951 roku średnia roczna temperatura w Polsce wzrosła o około 2 stopnie Celsjusza. Resort wskazuje również na coraz częstsze susze, fale upałów, nawalne deszcze i powodzie błyskawiczne.

Nie zawsze potrzeba dużych inwestycji. Jak zatrzymywać wodę?

Co mogą zrobić rolnicy, którzy nie dysponują środkami na kosztowne systemy nawadniania? Zdaniem prezesa Instytutu na rzecz Ekorozwoju nie zawsze konieczne są duże inwestycje. Kluczowe jest zatrzymywanie wody w krajobrazie – na polach, łąkach, w potokach i stawach. Chodzi o to, by ograniczyć jej szybki odpływ i zwiększyć szanse na to, że pozostanie w środowisku na dłużej.

Jednym z rozwiązań może być odpowiednie gospodarowanie wodą w rowach melioracyjnych. Szymalski wskazuje na możliwość stosowania zastawek, które pozwalają zatrzymywać wodę w okresie od późnej jesieni do początku wiosny. Dzięki nim można ograniczać odpływ wody z terenów rolniczych w czasie, gdy nie jest ona jeszcze intensywnie wykorzystywana przez rośliny. Zatrzymana wilgoć może później mieć znaczenie na początku sezonu wegetacyjnego.

- Pola warto pozostawiać zarośnięte, np. poplonem lub tzw.: roślinnością okrywową, aby woda z nich nie parowała zbyt szybko wiosną i by łatwiej wsiąkała w glebę- mówi prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Roślinność osłania powierzchnię ziemi, a jej obecność może ograniczać bezpośrednie oddziaływanie słońca i wiatru na glebę. Takie praktyki są jednym z elementów szerszego podejścia do gospodarowania wodą, które nie polega wyłącznie na dostarczaniu jej uprawom, ale również na ograniczaniu strat.

Do prostych działań należy także zbieranie deszczówki w zbiornikach. Woda zgromadzona podczas opadów może być wykorzystywana później, na przykład do podlewania. Nie zastąpi to profesjonalnego systemu nawadniania w dużym gospodarstwie, ale może pomóc w codziennym funkcjonowaniu mniejszych gospodarstw i ograniczyć zużycie wody z innych źródeł.

Ekspert podkreśla, że w przystosowaniu rolnictwa do zmieniających się warunków pogodowych istotną rolę powinny odgrywać samorządy. Nie chodzi wyłącznie o realizację inwestycji, ale również o edukację i przekazywanie rolnikom wiedzy o sposobach gospodarowania wodą, która zdaniem dr. Wojciecha Szymalskiego wciąż nie jest “w szybki i wiarygodny sposób przekazywana do rolników”.

- Samorządy powinny także motywować i zachęcać do właściwego działania, np. zastawiania zastawek na rowach melioracyjnych czy innych form powstrzymywania wody przed zbyt szybkim spływem - wskazuje Szymalski.

Takie działania wymagają współpracy i dostosowania do lokalnych warunków. Nie ma jednego rozwiązania, które sprawdzi się wszędzie. Ważne jest jednak rozpoznanie lokalnych problemów i dobieranie odpowiednich metod, które pozwolą jak najlepiej wykorzystać dostępne zasoby.

Materiał powstał w ramach projektu „O klimacie w mediach lokalnych”.

Piotr Kubica
[email protected]