Dziury, jazda po błocie i bezradność - tak wygląda codzienność mieszkańców końcowego odcinka ul. Altanowej w Kamienicy. Zdaniem radnego Romana Matyi do poprawy przejezdności drogi wystarczyłaby wywrotka kruszywa. Czy miasta, którego budżet przekracza 2 miliardy złotych, naprawdę na to nie stać? - pyta radny.

Altanowa to boczna uliczka odchodząca od ulicy Orzeszkowej, biegnąca niemal równolegle do Zwardońskiej. Podczas gdy jej znaczna część posiada utwardzoną nawierzchnię asfaltową, okło 50-metrowy fragment dojazdowy do kilku domów pozostaje drogą gruntową. To właśnie ten odcinek jest osią sporu.

Niedawno radny Roman Matyja złożył trzecią interpelację w ciągu roku, by doprowadzić nawierzchnię gruntowego odcinka ulicy do przejezdności. - Nie ma konkretnego terminu, nie ma wskazanej kwoty, nie ma decyzji o wykonaniu prac. Jest za to podtrzymanie dotychczasowego stanowiska - wścieka się.

- Mieszkańcy zostali sami z problemem. Na własną rękę, jak tylko potrafią, łatają dziury, próbując poprawić warunki dojazdu do domów. To nie jest normalna sytuacja. Nie mówimy o budowie autostrady, kosztownej przebudowie ani wielomilionowej inwestycji. Mówimy o najprostszym, doraźnym działaniu, które mogłoby znacząco poprawić sytuację - irytuje się wiceprzewodniczący klubu Jarosława Klimaszewskiego.

Jak wynika z urzędowych wyjaśnień, asfaltowa część Altanowej posiada status drogi publicznej. Tymczasem gruntowy łącznik usytuowany jest na gminnej działce, która drogą publiczną po prostu nie jest.

W konsekwencji Miejski Zarząd Dróg nie prowadzi tam planowych prac inwestycyjnych, a jedynie doraźne utrzymanie. Urzędnicy informują, że likwidacja ubytków na tym fragmencie figuruje na liście zadań oczekujących i zostanie wykonana wtedy, gdy pozwolą na to finanse miasta oraz kolejność zgłoszeń.

- Droga jest własnością gminy. Według ustawy o samorządzie gminnym to na gminie ciąży obowiązek zabezpieczenia odpowiedniego układu komunikacyjnego - dodaje radny Roman Matyja.

bak