Inni rozkładali ręce, zespół profesora dał jej nadzieję. Gigantyczny guz usunięty w bielskim szpitalu [+18]
Mierzył pół metra i ważył kilkanaście kilogramów - we wrześniu w Beskidzkim Centrum Onkologii - Szpitalu Miejskim w Bielsku-Białej przeprowadzono operację usunięcia guza jajnika u 57-latki, która z powodu zmiany miała problem z chodzeniem, a wcześniej od lekarzy usłyszała, że guz jest nieoperacyjny. Zabieg przeprowadził zespół medyczny pod okiem cenionego prof. Krzysztofa Nowosielskiego, który przyznaje, że w blisko 20-letniej praktyce takiej zmiany jeszcze nie operował.
Nim pacjentka trafiła na stół operacyjny minął ponad rok, w trakcie którego guz zdążył osiągnąć tak gigantyczne rozmiary. Pierwsze objawy, które zaniepokoiły kobietę, pojawiły się w lipcu ubiegłego roku, gdy pacjentka zgłosiła się do lekarza rodzinnego. - Miałam bardzo twardy brzuch - opowiada nam kobieta.
Twardy brzuch, USG, a potem karta DiLO
Wstępnie podejrzewano przepuklinę i pacjentkę skierowano na USG. Tam zmiana zaniepokoiła lekarza wykonującego badanie i 57-latka została pilnie skierowana do BCO-SM z kartą DiLO, która uruchamia szybką ścieżkę diagnostyczną i jest wydawana osobom u których podejrzewa się zmianę nowotworową. Przez kolejne tygodnie w placówce prowadzono szczegółową diagnostykę, w tym kolejne badania obrazowe.

We wrześniu tamtego roku przeprowadzono biopsję, a w październiku zebrało się konsylium lekarskie. - Lekarze uznali wówczas, że guz nie jest operacyjny - opowiada nam pacjentka. Miesiąc później kobiecie zaproponowano chemioterapię, ale lek powodował skutki uboczne takie jak zanik czucia w rękach oraz nogach. - Mieszkam sama, z tego względu nie zdecydowałam się na taką formę terapii - przyznaje.
Nowa nadzieja pojawiła się wiosną, gdy kobieta dowiedziała się o pojawieniu się w BCO-SM profesora Krzysztofa Nowosielskiego. - Przeczytałam o tym w „Kronice Beskidzkiej”. Zdecydowałam się zgłosić na konsultację. Jak tylko wylądowałam na kozetce, to usłyszałam że guz jest do operacji - mówi 57-latka, która z powodu szybko rosnącej zmiany miała coraz większe problemy z codziennym funkcjonowaniem, w tym chodzeniem. Zabieg przeprowadzono miesiąc temu, 10 września. Rok po ubiegłorocznej biopsji.
Guz okazał się agresywną formą nowotworu
Jak mówi nam prof. Nowosielski, wypełniony płynem guz wychodził z jajnika i wypełniał praktycznie całą jamę brzuszną. Z tego powodu zdecydowano się na laparotomię - to zabieg chirurgiczny polegający na otwarciu jamy brzusznej poprzez nacięcie powłok. Ta metoda - choć ustępuje miejscowo technikom małoinwazyjnym - w przypadku tak potężnych mas nowotworowych pozostaje niezastąpiona, bo zapewnia pełny wgląd w pole operacyjne oraz umożliwia bezpieczne uwolnienie i usunięcie rozległych tkanek.
- Zabieg trwał około trzy, cztery godziny. Guz został usunięty w całości - mówi ginekolog pracujący od kilku miesięcy w Beskidzkim Centrum Onkologii-Szpitalu Miejskim, który nie ukrywa, że choć jest aktywny fizycznie i ćwiczy na siłowni, to uniesienie zmiany nowotworowej było dla niego problematyczne - guz mierzył około 50 centymetrów! W swojej blisko 20-letniej praktyce był to największy guz, jaki operował.
Siedmioosobowy zespół na bloku operacyjnym
Tak skomplikowany zabieg wymagał koordynacji wieloosobowego zespołu - oprócz profesora w operacji udział wzięło dwóch innych ginekologów - dr n. med. Ewa Kapuśniak i dr Michał Laskiewicz - a także anestezjolog, pielęgniarka anestezjologiczna i dwie kolejne pielęgniarki operacyjne. Łącznie siedem osób.

Po kilku dniach od udanego zabiegu pacjentka opuściła BCO-SM i wróciła do domu. Usunięty guz jest nowotworem złośliwym. - To rak jasnokomórkowy - mówi pacjentka. Jest to agresywna i bardzo rzadka odmiana nowotworu jajnika, która stanowi zazwyczaj nie więcej niż 10 proc. nowotworów organów rodnych u kobiet. Charakteryzuje się często opornością na standardowe schematy chemioterapii, co tym bardziej ukazuje znaczenie radykalnego zabiegu chirurgicznego, który udało się skutecznie przeprowadzić.
Kobieta obecnie wraca do pełni sił. Nie ukrywa, że dzięki udanej operacji odczuła olbrzymią ulgę w codziennym życiu. - Straciłam wiele kilogramów, w końcu widzę swoje nogi i staram się chodzić w pionie. Wcześniej z powodu wielkości guza, jeśli chodziłam, to byłam mocno odgięta do tyłu - opisuje 57-latka, która oczekuje na dalszą formę terapii i pozostaje w kontakcie z prof. Nowosielskim, by pokonać raka.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
59 1