Niedzielne spotkanie biskupa bielsko-żywieckiego Romana Pindla z wiernymi w parafii św. Wawrzyńca w Grojcu przerodziło się w akty fizycznej agresji. Nawet trzy tysiące mieszkańców zablokowało teren parafii, domagając się cofnięcia decyzji Stolicy Apostolskiej o odwołaniu wieloletniego proboszcza. W pewnym momencie ordynariusz został zaatakowany fizycznie przez dwie osoby i był szarpany oraz popychany na schodach. Na miejsce wezwano policję, która negocjowała z wiernymi. Po krótkim oświadczeniu biskupa, duchowni w radiowozie odjechali z terenu parafii. 

Sprawa odwołania księdza Józefa Zborka budzi ogromne emocje w lokalnej społeczności od dłuższego czasu. Duchowny kierował parafią w Grojcu od 1997 roku, zyskując ogromny szacunek za zaangażowanie w życie mieszkańców, pomoc powodzianom w 2001 roku oraz posługę bez pobierania opłat za sakramenty.

Wokół parafii zgromadziły się tysiące wiernych

Na początku października kuria bielsko-żywiecka opublikowała oświadczenie informujące o jego odwołaniu z powodu udowodnionych poważnych nieprawidłowości. Jakich? Tego nikt nie wie. Decyzję w ostatnich dniach podtrzymał Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej w Rzymie - pierwotna decyzja o odwołaniu proboszcza zapadła już dwa lata temu, a mieszkańcy w jego obronie zebrali blisko 1 600 podpisów.

W niedzielę w parafii zaplanowano spotkanie z udziałem biskupa Romana Pindla. Miała to być okazja do dialogu z udziałem m.in. rady parafialnej. Rozmowy przebiegały spokojnie, a sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, gdy biskup wyszedł do wiernych. Nie chciał niczego tłumaczyć, a najpewniej widząc z jakim tłumem przyszło mu się zmierzyć, stwierdził że stanowisko przekaże w poniedziałek. To spotęgowało złość. W kierunku hierarchy zaczęły padać gorzkie słowa, a tłum uniemożliwił mu opuszczenie parafii.

Książa wrócili do kościoła i chcieli wyjść od drugiej strony. Tam również stał tłum mieszkańców, którzy zablokowali wszystkie wyjścia. W pewnym momencie sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy dwóch mężczyzn zaczęło szarpać biskupa Pindla na schodach. W jego obronie stanął ks. Marek Studenski. 

Policja, negocjatorzy i wyjazd radiowozem

W obawie o bezpieczeństwo kapłani musieli schronić się najpierw w zakrystii, a następnie w salce parafialnej. Na miejsce wezwano policję i negocjatorów z Krakowa. Przy udziale ordynariusza i przedstawicieli mieszkańcówu ustalono, że biskup wyjdzie do wiernych i wygłosi oświadczenie.

Przed godz. 1.00 w nocy w obecności negocjatorów z policji biskup Pindel wyszedł do osób zgromadzonych na terenie parafii i wygłosił krótkie oświadczenie. Tłumaczył, że decyzja o odwołaniu proboszcza potwierdzona przez Stolicę Apostolską jest ostateczna, a wcześniej proboszcz odwoływał się od niej.

- Ze względu na ochronę prywatności księdza Józefa Zborka o przyczynach odwołania może poinformować tylko sam zainteresowany - przekazała kuria bielsko-żywiecka w wydanym w nocy oświadczeniu, a podobne słowa do wiernych na miejscu skierował biskup Pindel. Tłum nie dał wiary tym słowom, dopytywał o okoliczności odwołania proboszcza, a i zarzucali biskupowi kłamstwa. Po chwili ordynariusz w towarzystie policjantów i negocjatora opuścił balkon z którego wygłosił oświadczenie i wrócił do budynku.

Kilkanaście minut później duchowni wybiegli z terenu parafii i wsiedli do radiowozów, którymi wyjechali z Grojca. - Wyrażamy wdzięczność policjantom na służbie za pomoc i wsparcie oraz negocjatorom z Krakowa za pomoc w rozwiązaniu sytuacji, która zagrażała zdrowiu i życiu kapłanów - dodaje kuria.

bak