Tomasz M., były dyrektor Studia Filmów Rysunkowych, na razie uniknie kary bezwzględnego pozbawienia wolności, ponieważ Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej rozpozna złożone w sprawie apelacje. W szczegółowym uzasadnieniu nieprawomocnego wyroku wskazano, że wykonawcą usługi była firma sprzedająca wyroby tytoniowe, bez doświadczenia w tłumaczeniu bajek, której właściciel zeznawał, że chciał realizować usługę za pomocą odcinków pobieranych z YouTube'a.

Jak przekazała nam sędzia Joanna Banaś-Pauch, w wyznaczonym terminie wpłynęły dwie apelacje - obrońcy oskarżonego i samego Tomasza M. Dokumenty zostaną przesłane do Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej.

Przypomnijmy, że nieprawomocny wyrok zapadł 1 lipca po blisko czterech latach postępowania. Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej skazał Tomasza M. na 10 miesięcy więzienia oraz nałożył na niego obowiązek naprawienia szkody wyrządzonej Studiu Filmów Rysunkowych w kwocie ponad 200 tysięcy złotych.

Zlecenie bez umowy i rozeznania rynku

Ogłaszając wyrok sędzia Kamila Szeląg-Krupa zwracała uwagę, że kwota ponad 200 tysięcy złotych była istotna dla wytwórni dysponującej skromnym budżetem. Stanowiła znaczną część jej środków i zagroziła realizacji zadań statutowych oraz bieżącej działalności. Tomasz M. jako p. o. dyrektora polecił zapłatę dwóch faktur za usługi, które faktycznie nie zostały wykonane, a oskarżony miał tego pełną świadomość.

Nominat wicepremiera Piotra Glińskiego został powołany na stanowisko 18 grudnia 2020 roku, a polecenie zapłaty za pierwszą fakturę wydał już 5 stycznia 2021 roku i - w ocenie sądu - realizacja usługi w okresie świąteczno-noworocznym była niemożliwa. W trakcie procesu oskarżony nie przedstawił umowy łączącej wytwórnię z firmą, która miała wykonać usługę. Sędzia podkreślała, że umowa pozwoliłaby na ustalenie przedmiotu zlecenia, wykonanych prac oraz wynagrodzenia. Tomasz M. przed zleceniem dubbingu nie przeprowadził również badania rynku, do czego jako podmiot publiczny zobowiązywały go przepisy.

W lutym 2021 roku, a więc już po rzekomym wykonaniu usługi i opłaceniu faktur, oskarżony wydał zarządzenie o wyłączeniu stosowania przepisów zamówień publicznych z datą wsteczną od 3 stycznia. Działania te miały na celu zgromadzenie materiału uwiarygadniającego fikcyjne wykonanie usługi.

Wątpliwości budził także sam wybór wykonawcy. Firma, której zapłacono za usługi, zajmowała się sprzedażą wyrobów tytoniowych i nie miała żadnego doświadczenia w tłumaczeniach. Oskarżony tłumaczył się rekomendacją ambasadora Armenii, jednak dokument ten wydano 19 stycznia, czyli już po zleceniu usługi.

Firma cudzoziemca sprzedawała wyroby tytoniowe

Właściciel firmy - cudzoziemiec mieszkający w Polsce od 30 lat i absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Armenii - nie posiadał doświadczenia w tłumaczeniach. Twierdził, że ściągał odcinki bajek z YouTube'a i słuchając ich tworzył napisy w języku ormiańskim. W zakresie języka hiszpańskiego, portugalskiego i migowego deklarował, że tłumaczy szukał za pomocą wyszukiwarki Google. W trakcie procesu pracownicy SFR zeznali, że wytwórnia nigdy nie wydawała żadnych materiałów umożliwiających realizację dubbingu.

Niedawny wyrok to nie jedyne problemy prawne Tomasza M., bo nieprawidłowości ujawniono także w Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonia, gdzie były dyrektor SFR pełnił funkcję członka zarządu. Z konta fundacji przelano 420 tysięcy złotych na prywatne rachunki Tomasza M. i jego żony pochodzącej z Armenii. Zgodnie z przeznaczeniem, pieniądze miały posłużyć na obozy dla dzieci i projekty patriotyczne.

Narodowy Instytut Wolności domaga się zwrotu dotacji w kwocie 700 tysięcy złotych wraz z odsetkami. Fundacja Rozwoju Centrum Macierz Polonia w trakcie rządów PiS pozyskała z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów łącznie około miliona złotych grantów. Pieniądze miały finansować inicjatywy patriotyczne, z których wiele nigdy nie doczekało się realizacji.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]