Jarosław Klimaszewski rozliczył się z niezrealizowanej obietnicy wyborczej. Szacowany na około 10 mln zł koszt realizacji obietnicy darmowych przejazdów MZK dla uczniów i studentów nie doczeka się realizacji. Prezydent winy szuka w dawnych decyzjach rządu PiS oraz w przekształceniu MZK w spółkę prawa handlowego, do czego samorząd szykował się przez lata i co było przesądzone przed wyborami.

Sprawa to pokłosie akcji Młodych Razem, którzy zebrali 1500 podpisów. Działacze wytykali prezydentowi, że obiecane w 2018 roku darmowe przejazdy MZK dla dzieci i młodzieży szkolnej oraz studentów pozostały tylko na papierze. - Ta władza nie dotrzymuje słowa. Czas bezkarności w rzucaniu obietnic na wiatr się skończył - uzasadniali złożenie petycji. Niedawno doczekali się oficjalnej odpowiedzi.

Wszystkiemu winne zmiany podatkowe

Jarosław Klimaszewski przyznaje, że darmowa komunikacja m.in. dla młodych była jedną z jego obietnic w kampanii przed wyborami samorządowymi w 2018 roku. Ostatecznie skończyło się na podniesienie progu bezpłatnych przejazdów dla dzieci z 4. do 7. roku życia i obniżenia z 70 do 65 lat dla seniorów.

Prezydent tłumaczy się, że jego pierwotne obietnice opierały się na prognozie finansowej Bielska-Białej, z której wynikało, że wpływy podatkowe będą rosły. Później zrzuca winą na rząd PiS. - Już po wyborach okazało się, że za sprawą zmian w polityce fiskalnej rządu - bielski samorząd zamiast zyskiwać zaczął tracić wpływy z podatku PIT i to na poziomie kilkudziesięciu milionów złotych rocznie - tłumaczy.

Kolejnym argumentem użytym przez prezydenta jest przekształcenie MZK z zakładu budżetowego w spółkę, co wymusiło podwyżki płac dla kierowców. Prezydent zapomina, że Ratusz od lat konsekwentnie się do niego przymierzał. Dawna formuła zakładu budżetowego ograniczała możliwości dopłat, o czym Jarosław Klimaszewski na pewno pamięta, bo w czasach prezydentury Jacka Krywulta stał na czele Rady Miejskiej Bielska-Białej. Dziś ten nieunikniony krok stał się linią obrony dla wycofania się z obietnic.

Obietnica kosztowałaby 10 mln zł

Dalej w odpowiedzi pada konieczność inwestycji w tabor zeroemisyjny i związanych z tym kosztów liczonych w dziesiątkach milionów złotych, które ponosi MZK, a pośrednio samorząd. Tu znów trzeba przypomnieć, że ustawa, która nakładała obowiązki na przewoźników, weszła w życie na początku 2018 roku, a więc... przed kampanią, gdy prezydent obiecał wprowadzenie darmowej komunikacji dla uczniów i studentów.

Włodarz wylicza, że transport zbiorowy generuje stale rosnące wydatki, które na przestrzeni ostatnich lat wzrosły o ponad 62 proc., osiągając w tym roku ponad 121 mln zł. Tymczasem wpływy ze sprzedaży biletów pokrywają około 30 proc. kosztów, a resztę dokłada budżet Bielska-Białej. Z kolei wprowadzenie darmowych przejazdów dla ponad 38 tys. uczniów i studentów oznaczałoby spadek przychodów o około 10 mln zł rocznie. W skali pięciu lat dałoby to kwotą za jaką można kupić 15 autobusów elektrycznych.

Prezydent przekonuje także, że koszt przejazdów komunikacją miejską dla dzieci jest niski i wynosi 1,83 zł lub 2,00 zł dziennie - w zależności od biletu 90- lub 30-dniowego - a dla uczniów spoza Bielska-Białej to wydatek rzędu 2,17-2,33 zł dziennie. I dodaje, że zamiast powszechnej bezpłatności lepszym rozwiązaniem jest pomoc celowa - tu wymienia bilet miesięczny w cenie 36 zł dla rodzin uprawnionych do zasiłku rodzinnego oraz specjalne bilety roczne za 12 zł dla rodzin wychowujących co najmniej pięcioro dzieci.

Z tych względów prezydent uznał, że petycja, czyli jego obietnica wyborcza, nie zasługuje na uwzględnienie.

bak