Środowy pożar przy ul. Narciarskiej w Bielsku-Białej omal nie doprowadził do tragedii. Ogień zajął 30-metrowy pas tui i zagroził pobliskiemu domowi. Na miejscu interweniowali m.in. strażacy z OSP Mikuszowice Krakowskie, którzy zaledwie kilka dni wcześniej, po 14 latach przerwy, formalnie wrócili do działań bojowych.

Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do stanowiska kierowania o godz. 14.42. Na miejsce natychmiast skierowano trzy zastępy straży pożarnej, w tym z JRG1 oraz dwa OSP - z Mikuszowic Krakowskich oraz Straconki.

Gdy ratownicy dotarli na miejsce zdarzenia, żywioł zdążył już opanować ciąg tui na długości ok. 30 m. Ogień stwarzał bezpośrednie zagrożenie dla pobliskiego domu i znajdującej się na posesji budy dla psa. W wyniku wysokiej temperatura stopnieniu uległa rynna, a pod wpływem żaru pękły także szyby w oknach.

Do walki z płomieniami podano dwa prądy wody - jeden skierowano bezpośrednio na płonące tuje, natomiast drugi posłużył do obrony i schłodzenia budynku. Przyczynę pożaru ustala policja.

Gdyby nie skład strażackiej obsady, zdarzenie to można by uznać za kolejną rutynową akcję gaśniczą. Tymczasem dla ratowników biorących udział w akcji był to moment przełomowy - do działań ruszył zastęp OSP Mikuszowice Krakowskie, który wrócił do podziału bojowego po 14 latach przerwy.

1 września Komenda Miejska PSP w Bielsku-Białej przeprowadziła w OSP w Mikuszowicach Krakowskich inspekcję gotowości operacyjnej, która przebiegła pomyślnie. - Od 4 września została dopuszczona do wyjazdów do zdarzeń - mówi mł. bryg. Patrycja Pokrzywa, rzecznik prasowa bielskich strażaków.

OSP Mikuszowice Krakowskie mają do dyspozycji wóz GBA Mercedes Atego oraz 17 przeszkolonych druhów - to 10. jednostka OSP działająca w Bielsku-Białej, która może być kierowana do działań bojowych, a sześć z nich należy do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Strażacy nie tylko walczą z ogniem, ale również usuwają miejscowe zagrożenia czy skutki nawałnic. Stanowią również filar obrony cywilnej gminy.

bak