Wyschnięte koryta i spadek przepływów. Bez inwestycji w retencję problem będzie się pogłębiał
Zbiorniki na deszczówkę, ogrody deszczowe, zielone dachy, powierzchnie przepuszczalne oraz zbiorniki retencyjne przy nowych inwestycjach - w taki sposób można radzić sobie z suszą hydrologiczną w mieście. Podbeskidzie zmaga się z suszą, jakiej nie notowano od co najmniej dekady. Utrzymujący się ujemny bilans wodny, na który składają się bardzo skąpe opady i wysokie temperatury sprzyjające parowaniu, w sierpniu doprowadził do mocnego spadku przepływów w rzekach i potokach.
Sytuacja staje się krytyczna dla lokalnych ekosystemów wodnych, które w wielu miejscach walczą o przetrwanie. Skala problemu dotyka także infrastruktury komunalnej - w spółce wodociągowej w Bystrej w wodę do zbiorników trzeba było dowozić strażacką cysterną, by utrzymać zasilanie sieci.
Ważniejszy przepływ niż poziom wody
O obecnej sytuacji i jej uwarunkowaniach - naturalnych i tych, do których przyczynił się człowiek - mówi hydrolog Piotr Mazur. - W regionie mamy do czynienia z suszą hydrologiczną - wskazuje ekspert i wyjaśnia, że do jej stwierdzenie dochodzi nie na podstawie poziomu wody w rzekach, a oceniając jej przepływ.
Na przykładzie rzeki Białej w Mikuszowicach możemy stwierdzić, że przepływ od tygodni utrzymuje się na poziomie zaledwie 0,1 m3 na sekundę. Absolutny rekord to 0,03. - IMGW jako umowną granicę suszy hydrologicznej przyjmuje przepływ SNQ, czyli średni niski przepływ z wielolecia. Tak jest na przykład na wspomnianej już Białej, ale również na Iłownicy czy Wapienicy. Na dużych rzekach jak Soła czy Wisła przepływ jest utrzymywany na granicy SNQ dzięki pracy zbiorników retencyjnych - mówi hydrolog.
Utrzymująca się od kilku tygodni niżówka jest konsekwencją trwającego ujemnego klimatycznego bilansu wodnego, czyli różnicą między opadami, a parowaniem. - Pojawiające się opady z reguły są krótkie, intensywne, często powodują przede wszystkim szybki spływ powierzchniowy i krótkotrwałe wzrosty przepływu, nie prowadząc do trwałej odbudowy zasobów wodnych zlewni, a dodatkowo wysokie temperatury, w tym upały zwiększają parowanie - tłumaczy hydrolog i dodaje, że jest to zjawisko naturalne i występujące okresowo, również lata temu. - Nie jest to problem nowy, aczkolwiek mając na uwadze wzrost średnich temperatur powietrza oraz zmianę charakterystyki opadów, następne susze mogą pojawiać się częściej w okresach letnich i być bardziej uciążliwe, czy to dla rolnictwa, czy przemysłu - ostrzega.
Przy braku opadów obniża się poziom wód gruntowych
Niskie przepływy w rzekach są jednym ze skutków wyczerpywania się zasobów wodnych zlewni. W typowych warunkach, rzeki Podbeskidzia pełnią funkcję drenażu wód podziemnych, a przepływ bazowy jest w znacznej części podtrzymywany przez dopływ wód podziemnych do koryta. W okresach długotrwałego deficytu opadów i zwiększonego parowania maleje zasilanie infiltracyjne, obniża się zwierciadło płytkich wód podziemnych i zmniejsza się ich dopływ do cieków, co widzimy na przekładzie ledwie płynących rzek.
- Dobrze ilustrują to występujące latem burze, które powodują gwałtowne, ale krótkotrwałe wezbranie wskutek spływu powierzchniowego, po którym przepływ szybko wraca do wartości niskich. Pojedyncze opady nie są wystarczające do odbudowy retencji zlewni i zasilania wód podziemnych - tłumaczy hydrolog.
Piotr Mazur zwraca uwagę, że niżówka to zjawisko naturalne, występujące niezależnie od człowieka, więc nie jesteśmy w stanie całkowicie go wyeliminować. - Mamy jednak możliwość minimalizowania jego skutków. Położenie u podnóża gór, charakterystyka opadów oraz niekorzystne gleby wymagają specjalnego podejścia do tematu retencji i gospodarowania wodą, nie tylko w kontekście suszy ale występujących z nią na przemian wezbrań i powodzi - tłumaczy hydrolog. - Duże spadki terenu sprzyjają szybkiemu odpływowi wód opadowych, natomiast występujące powszechnie grunty słabo przepuszczalne gliny, iły oraz utwory związane z fliszem karpackim powodują, że możliwości infiltracji wody do gruntu są często niewielkie.
Potrzebne są inwestycje w małą retencję
Dlatego kluczowe rozwiązania w zakresie gospodarki wodnej powinny skupiać się na spowalnianiu odpływu oraz czasowym magazynowaniu wody możliwie wysoko w zlewni i w wielu rozproszonych miejscach. W praktyce oznacza to przede wszystkim ochronę istniejących terenów naturalnej retencji - dolin rzecznych, lasów i niezabudowanych obniżeń terenu, a także tworzenie niewielkich zbiorników i niecek retencyjnych, suchych zbiorników, zastawek na rowach czy lokalnych systemów zatrzymujących odpływ.
Jak z suszą hydrologiczną można radzić sobie w mieście? - Szczególne znaczenie ma retencja opadu w miejscu jego powstania. Zbiorniki na deszczówkę, ogrody deszczowe, zielone dachy, powierzchnie przepuszczalne oraz zbiorniki retencyjne przy nowych inwestycjach. Tam, gdzie infiltracja jest ograniczona, woda może być magazynowana i następnie powoli odprowadzana albo wykorzystywana do podlewania zieleni. Żeby działania były skuteczne, w proces muszą być zaangażowane zarówno gminy, Wody Polskie jak i Lasy Państwowe. Skuteczna ochrona przed powodzią i suszą zaczyna się już od źródeł - mówi Piotr Mazur.
Z powodu trudnej sytuacji hydrologicznej pismo do podmiotów z pozwoleniami wodnoprawnymi pobierających wodę do celów przemysłowych wystosowały Wody Polskie, bo w wielu miejscach w regionie występuje zjawisko przyduchy i śnięcia ryb. Pomimo tak wysokiego ryzyka, wiele zakładów przemysłowych, właścicieli urządzeń wodnych czy młynówek kontynuuje rutynowy pobór wody w ilościach bliskich 100 proc. możliwości technicznych lub maksymalnych limitów określonych w pozwoleniach. W warunkach tak drastycznej suszy takie działanie doprowadza do sytuacji, w której w rzekach nie zostaje prawie nic.
W kilku miejscach odławiali ryby
Wody Polskie podkreślają, że taka sytuacja powoduje niewyobrażalne straty w ekosystemie i niweczy trud członków Polskiego Związku Wędkarskiego, którzy od lat, w ramach czynu społecznego, za własne pieniądze i poprzez ciężką pracę, zarybiają rzeki i dbają o nienaganny stan ekosystemów. Wody Polskie zapowiadają radykalne kroki prawne - wszyscy pracownicy nadzorów wodnych będą prowadzić niezapowiedziane kontrole terenowe. W przypadku stwierdzenia nielegalnego poboru wody lub działań prowadzących do śnięcia ryb, sprawy będą kierowane do prokuratury, a organ wdroży procedurę cofnięcia pozwolenia.
O bieżących problemach nad wodą oraz akcjach ratunkowych prowadzonych w regionie opowiada Wojciech Duraj, prezes Polskiego Związku Wędkarskiego w Bielsku-Białej, który przyznaje, że sytuacja hydrologiczna w regionie jest w tym roku trudna. - Mieliśmy interwencję na Wieprzówce w Andrychowie, tam pewien odcinek rzeki wysycha. Odławialiśmy ryby i przenosiliśmy je niżej, co już miało miejsce w przeszłości.
- Odłowy były robione też na rzece Żylica w Buczkowicach, co zdarzyło się po raz pierwszy - mówi prezes i dodaje, że nie są to duże ilości ryb po kilka kilometrów pstrąga, śliza pospolitego czy głowacza. - Znacznie lepsza sytuacja ma miejsce na Koszarawie, Skawie czy Sole, czyli największej rzece w regionie. Tam nie ma dramatu. Duży ubytek wody jest na rzece Białej w Bielsku-Białej. Wody jest bardzo mało, nie przypominam sobie tak niskich przepływów. Na szczęście nie widać śnięcia ryb - mówi nam prezes Duraj.
Materiał powstał w ramach projektu „O klimacie w mediach lokalnych”.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
28 5
Złota zasada retencji w górach jest prosta: Zatrzymać każdą kroplę jak najwyżej i spowolnić jej bieg ku dolinom.
Od samych szczytów potrzebujemy mikro retencji. Martwe drzewa w poprzek stoków, naturalne mini tamy, zastawki i faszyny na małych ciekach, proste konstrukcje z kamieni i gałęzi rozproszą energię wody. Ochrona ściółki leśnej, to naturalna gąbka która pochłania wodę. A my na masową skalę robimy wszystko żeby ta woda jak najszybciej spłynęła w dół. Las to nie magazyn desek. To strategiczny magazyn wody, który chroni nas przed suszą i powodzią.