Mam na imię Magda i tak jak Wy - lubię góry. Sama z rodziną chodzę po górach, dlatego dobrze znam to przekonanie, że skoro wybieramy się na „zwykły spacer”, znamy trasę i mamy odpowiednie buty, to przecież nic złego nie może się wydarzyć.

W górach łatwo pomyśleć: „mnie to nie spotka”.

Do momentu, kiedy wystarczy jeden mokry kamień, chwila nieuwagi albo źle postawiona stopa, żeby spokojna wycieczka zamieniła się w sytuację, której nikt wcześniej nie planował.

Przed wyjściem sprawdzamy pogodę, pakujemy wodę, kanapki, telefon i rzeczy dla dzieci. Myślimy o tym, którędy pójdziemy, ile zajmie nam trasa i czy zdążymy wrócić przed obiadem.

Rzadziej zastanawiamy się nad tym, czy nasze ubezpieczenie rzeczywiście odpowiada temu, jak spędzamy czas w górach.

A przecież wypadki nie pytają, czy jesteśmy początkującymi turystami, doświadczonymi piechurami czy rodziną, która wybrała się tylko na łatwy szlak.

Góry dają nam radość. Ale potrafią też zaskoczyć

Lato w Beskidach ma się świetnie.

Na szlakach tłumy, na trasach rowerowych coraz większy ruch, parkingi zapełniają się samochodami, a media społecznościowe każdego dnia dostają kolejne zdjęcia z gór.

Ktoś zdobywa szczyt przed śniadaniem. Ktoś jedzie rowerem trasą, którą polecił mu znajomy. Ktoś zabiera rodzinę na „łatwy spacerek”, który po godzinie okazuje się zdecydowanie dłuższy, niż wynikało z opisu w internecie.

I większość z nas rusza z podobnym nastawieniem:

Będzie fajnie. Nic się nie stanie.

Problem w tym, że wypadki nie zawsze mają związek z brawurą czy podejmowaniem ekstremalnego ryzyka.

Czasem wystarczy chwila nieuwagi. Śliski fragment szlaku. Kamień, którego nie zauważyliśmy. Niefortunny zjazd rowerem. Nagła zmiana pogody. Zmęczenie, które pojawia się dopiero po kilku godzinach marszu.

I nagle zamiast zdjęcia ze szczytu mamy telefon do ratowników.

Od początku wakacji Grupa Beskidzka GOPR interweniowała już blisko 130 razy. Wśród poszkodowanych są również turyści piesi i rowerzyści, którzy nie planowali żadnej ekstremalnej wyprawy.

Czasem wystarczy zwykła sobota.

Mam ubezpieczenie”. Ale czy na pewno takie, jakiego potrzebuję?

Wiele osób na pytanie o ubezpieczenie odpowie bez zastanowienia:

Jasne, mam”.

Tylko co właściwie oznacza to „mam”?

Czy polisa obejmuje aktywność, którą uprawiamy? Czy zakres ochrony jest wystarczający? Czy obejmuje sytuacje związane z jazdą na rowerze? Czy podczas rodzinnego wyjazdu ochroną objęte są również dzieci?

To właśnie te pytania są często ważniejsze niż samo posiadanie dokumentu z logo ubezpieczyciela.

Eksperci Certis Ubezpieczenia zwracają uwagę, że ubezpieczenie powinno być przede wszystkim dopasowane do naszego życia i sposobu, w jaki spędzamy czas.

Bo ktoś, kto raz w miesiącu wybiera się na spokojny spacer po Beskidach, ma inne potrzeby niż osoba, która w każdy weekend przemierza górskie trasy na rowerze.

A jeszcze inaczej wygląda sytuacja, kiedy na szlak zabieramy całą rodzinę.

Dorośli też potrafią powiedzieć: „dam radę”

I chyba właśnie tutaj warto zatrzymać się na chwilę.

Bo często sami przekonujemy siebie, że jeszcze damy radę.

„Jeszcze tylko ten odcinek”.

„Przecież nie będę wracać”.

„Znam tę trasę”.

„Zjazd jest łatwy”.

„Jakoś dam radę”.

A potem okazuje się, że organizm miał zupełnie inne zdanie.

Góry nie interesują się tym, czy jesteśmy wysportowani, czy mamy za sobą sto wycieczek, czy pierwszy raz założyliśmy buty trekkingowe.

Wypadek może przydarzyć się każdemu.

Dlatego rozsądne przygotowanie do wyjścia w góry nie powinno kończyć się na sprawdzeniu prognozy pogody.

Kiedy idziemy z dziećmi, odpowiedzialność jest jeszcze większa

Rodzinne wyjścia w góry mają w sobie coś wyjątkowego.

To wspólny czas, rozmowy, śmiech, odpoczynek od codzienności i wspomnienia, które zostają na długo.

Ale każdy rodzic wie też, że dzieci potrafią zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.

Możemy kupić im odpowiednie buty, założyć kask, przypominać, żeby uważały, a one i tak potrafią w kilka sekund znaleźć się dokładnie tam, gdzie nie powinny.

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdego ich ruchu. Tak samo jak nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, co wydarzy się na szlaku.

Dlatego przy rodzinnych wyjazdach warto sprawdzić, kogo i w jakich sytuacjach obejmuje nasza ochrona.

Nie dlatego, że zakładamy wypadek.

Tylko dlatego, że nie zakładamy, że wszystko zawsze pójdzie zgodnie z planem.

Ubezpieczenie nie zastąpi rozsądku. Ale może dać ważne wsparcie

Ubezpieczenie nie sprawi, że nie spadniemy z roweru.

Nie sprawi też, że mokry kamień zniknie ze szlaku.

Nie zastąpi zdrowego rozsądku, odpowiedniego sprzętu ani przygotowania.

Może jednak zapewnić wsparcie finansowe wtedy, kiedy wydarzy się coś nieprzewidzianego.

I właśnie dlatego zachęcam, żeby nie traktować polisy jak kolejnego dokumentu schowanego gdzieś w mailach.

Warto wiedzieć, co naprawdę kupiliśmy i w jakich sytuacjach możemy liczyć na ochronę.

Bo najgorszy moment na analizowanie zakresu ubezpieczenia to ten, kiedy siedzimy już po wypadku i zastanawiamy się:

Czy to aby na pewno jest objęte moim ubezpieczeniem?”

Zanim ruszysz na kolejny szlak…

Nie chodzi o to, żeby bać się gór.

Nie trzeba rezygnować z wycieczek, wybierać wyłącznie najłatwiejszych tras ani całe wakacje spędzać na kanapie w obawie przed kontuzją.

Wręcz przeciwnie.

Korzystajmy z Beskidów. Jeździjmy na rowerach. Zabierajmy rodziny na szlaki. Cieszmy się latem.

Tylko oprócz butów, plecaka, telefonu, wody i prowiantu warto mieć jeszcze jedną rzecz – świadomość, czy nasze ubezpieczenie rzeczywiście odpowiada temu, co robimy.

Bo bezpieczeństwo nie polega na tym, że zakładamy, że nic się nie wydarzy.

Polega na tym, że jesteśmy przygotowani również na to, czego nie da się przewidzieć.

A góry? Niech nadal będą miejscem odpoczynku, radości, wspólnych chwil i pięknych wspomnień.

Spotkajmy się na szlaku. Dbajmy o siebie. I cieszmy się górami - razem, bezpiecznie i z głową.