Nie będzie publikacji nagrania z autobusu MZK w Bielsku-Białej, w którym doszło do incydentu z udziałem młodych Ukrainek, które zostały wulgarnie zwyzywane. - Nie będę łamał przepisów wyłącznie w celu podsycania igrzysk - zapewnia prezes spółki Hubert Maślanka i przypomina, że nagraniem dysponuje prokuratura, która m.in. na jego podstawie przedstawiła zarzuty 54-latkowi. Ten przyznał się do winy.

W mediach społecznościowych prawicowe środowiska domagają się, aby MZK w Bielsku-Białej upubliczniło zapis monitoringu z autobusu, w którym doszło do ataku na młode Ukrainki. Do nagłaśniania sprawy włączają się różnej maści politycy, w tym Dariusz Matecki z PiS. Poseł sugeruje, że MZK nie chce ujawnić nagrania, bo ma coś do ukrycia. Jako prawnik doskonale jednak wie, że spółka nie ma prawa tego zrobić.

W obliczu fali hejtu, która dotyka spółkę i jej pracowników, głos w sprawie po raz kolejny zabrał prezes Hubert Maślanka. - Moja dobra wola nie ma w tej sprawie żadnego znaczenia - mówi szef MZK, który dodaje, że jego stanowisko i brak publikacji nagrania, wynika z artykułu 241 kodeksu karnego.

Zapis z monitoringu stanowi obecnie materiał dowodowy w dochodzeniu prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Żywcu. Jak podkreśla prezes Maślanka, jego osobista wola w tej sprawie nie ma żadnego znaczenia, bo spółkę wiążą przepisy kodeksu karnego. Zgodnie z nimi, publiczne rozpowszechnianie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostaną one ujawnione w postępowaniu sądowym, jest przestępstwem zagrożonym karą grzywny, ograniczenia wolności, a nawet pozbawienia wolności.

- Nie będę łamał przepisów wyłącznie w celu podsycania igrzysk, które urządzają środowiska polityczne i pewni politycy. To ostateczne stanowisko i jestem zdeterminowany, by go strzec - zapewnia prezes MZK.

- Wszystkim, którzy domagają się publikacji nagrań, nie zależy na prawdzie, lecz na podsycaniu konfliktu i narracji, która jest nieprawdziwa - dodaje. Spółka już wcześniej przekazała, że na nagraniu nie widać plucia czy wyzwisk ze strony Ukrainek, które w żaden sposób nie prowokowały 54-letniego mężczyzny.

bak