Wandalizm w samym centrum Bielska-Białej przybrał najbardziej odrażającą formę. Defibrylator znajdujący się na Placu Wojska Polskiego został wyłączony z użytku przez bezmyślny akt wandalizmu, który może kosztować życie mieszkańca.

Do skandalicznego zdarzenia doszło 20 czerwca w czasie, gdy na placu odbywała się impreza plenerowa. Ktoś w nieuzasadniony sposób otworzył kapsułę ochronną, co automatycznie uruchomiło procedurę alarmową urządzenia. Zerwano plombę na elektrodach, co sprawia, że są one kompletnie bezużyteczne.

Ratusz podjął próbę wyjaśnienia sprawy. Wysłano zapytania do organizatorów wydarzenia, służb mundurowych oraz dokładnie przeanalizowano nagrania z monitoringu miejskiego. Ustalenia są jednoznaczne - nie było żadnego medycznego uzasadnienia dla użycia urządzenia. Obrotowa kamera skierowana na plac również nie uchwyciła sytuacji, w której uzasadnione byłoby użycie urządzenia.

Obecnie defibrylator został zabezpieczony i czeka na naprawę. Koszt zakupu nowych elektrod to około 700 zł, ale problemem nie są same pieniądze, a czas oczekiwania na podzespoły. Ze względu na procedury, urządzenie może pozostać nieaktywne nawet do połowy sierpnia. To sytuacja niedopuszczalna.

Taka sytuacja może narazić na uszczerbek lub nawet na utratę życia osobę, która będzie go potrzebowała. Nieuzasadnione otwarcie defibrylatora to zachowanie skrajnie nieodpowiedzialne i wymaga napiętnowania.

Najbliższe defibrylatory, w pobliżu Placu Wojska Polskiego, wiszą na budynkach Urzędu Miejskiego - przy ulicy Dmowskiego 6 (koło wjazdu do tunelu) oraz przy Placu Ratuszowym 6 (obok wejścia do budynku).

bb