Rozbity wrak osiedlową atrakcją. Rodzina obiecuje, urzędnicy czekają, a mieszkańcy mają dość
Pogięta blacha, rozbite szyby i dzieci bawiące się we wraku - od ponad dwóch tygodni rozbity samochód straszy na ul. Kajzara w Bielsku-Białej i nadaje się prawdopodobnie jedynie do kasacji. Służby miejskie zapytane o przyczynę nie usunięcia wraku tłumaczą zwłokę wyrozumiałością wobec rodziny poszkodowanego kierowcy, która obecnie zmaga się z jego poważnymi problemami zdrowotnymi i zobowiązała się do usunięcia pojazdu. Jak na razie obietnice te kończą się tylko na słowach.
Do zdarzenia doszło w piątkowe popołudnie, 12 czerwca. Kierujący dosłownie wbił się w betonowe ogrodzenie posesji, przy okazji uszkadzając instalację gazową. Przyczyną zdarzenia były prawdopodobnie problemy zdrowotne. Choć od zdarzenia minęły dwa tygodnie, auto nadal stoi na osiedlowej ulicy.
Dzieci zrobiły sobie w nim plac zabaw
- Pomimo naszych próśb, ani straż, ani policja nie usunęły wraku pojazdu. Sam sprawca oraz jego rodzina również nie poczuwają się do odpowiedzialności za pozostawiony pojazd - mówi mieszkaniec okolicy.
- Od dwóch tygodni interweniujemy na policji i w straży miejskiej, żeby pojazd odholować - bez odpowiedzi. Auto jest prawdopodobnie do kasacji, z rozbitymi szybami i reflektorami, ostrymi elementami pogiętej blachy. Spod pojazdu wylewa się olej. Dzieci mieszkające na osiedlu wchodzą do środka i się w nim bawią, bo drzwi nie są zamknięte - relacjonuje mieszkaniec, który z okna widzi wrak rozbitego auta.
Pojazd znajduje się poza jezdnią i nie zagraża bezpieczeństwu w ruchu drogowym, nie ma więc podstaw, by jego odholowaniem zainteresowała się policja. W tej sytuacji problem spada na właściciela terenu.
Dali czas rodzinie na usunięcie wraku
Jak ustaliliśmy, wrak znajduje się na działce będącej w tzw. trwałym zarządzie Miejskiego Zarządu Dróg. Drogowcy nie byli informowani o problemie, ale w piątek po naszym sygnale udali się na wizję w terenie i podjęli interwencję w straży miejskiej. Funkcjonariusze znają problem, ale od kilkunastu dni oczekują, aż rozbity samochód na własny koszt usunie z pobocza rodzina poszkodowanego w zdarzeniu mężczyzny, by dodatkowymi kosztami holowania oraz parkingu nie obciążać poszkodowanego w wypadku kierowcy.
Tu pojawia się problem, bo bliscy właściciela na co dzień nie mieszkają w Polsce. Według deklaracji służb sprawa ma zostać rozwiązana w najbliższych dniach - taką obietnicę dała rodzina poszkodowanego.
W skuteczność działań powątpiewa mieszkaniec okolicy osiedla Złote Łany, który twierdzi, że rodzina poszkodowanego była w Bielsku-Białej w ubiegłym tygodniu, a rozbity wrak jak stoi, tak... stał.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]

Oceń artykuł:
43 15Komentarze 2
