Były proboszcz parafii w Międzybrodziu Bialskim po raz drugi trafił do rejestru pedofilów, tym razem za czyny do których dochodziło w latach 2002-05. Gdyby w latach 90. bp Tadeusz Rakoczy zareagował, gdy zgłaszano mu pierwsze oskarżenia, być może udałoby się uniknąć kolejnych krzywd, których dopuścił się ks. Jan Wodniak.

Pierwotne oskarżenia oraz wpis ks. Wodniaka do rejestru pedofilów dotyczyły czynów, do których dochodziło w latach 80. Janusz Szymik, były ministrant, zarzucił mu popełnienie kilkuset gwałtów. Pokrzywdzony zgłosił molestowanie biskupowi Tadeuszowi Rakoczemu już w latach 90., jednak brak reakcji ze strony hierarchii kościelnej sprawił, że ks. Wodniak mógł bez przeszkód kontynuować posługę przez kolejne lata.

Gdyby wówczas podjęto odpowiednie kroki, prawdopodobnie udałoby się uniknąć kolejnych krzywd, których dopuścił się proboszcz. Państwowa Komisja ds. Pedofilii w ostatnich dniach maja po raz drugi wpisała ks. Wodniaka do publicznego rejestru. Tym razem ustalono, że były proboszcz z Międzybrodzia Bialskiego dopuszczał się naruszeń również w późniejszym okresie, konkretnie między 2002 a 2005 rokiem.

Ofiarą był inny ministrant. Ksiądz Wodniak miał dopuszczać się wobec małoletniego innych czynności seksualnych, które polegały na przytulaniu, wkładaniu rąk pod koszulkę oraz dotykaniu jego pleców.

Komisja wydała postanowienie na podstawie akt otrzymanych z Prokuratury Rejonowej w Żywcu, która z powodu przedawnienia karalności czynu umorzyła postępowanie wobec byłego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim. Biegli, analizując zeznania pokrzywdzonego, uznali je za w pełni wiarygodne.

bb