Drastyczny wpis o rzekomym bestialskim potraktowaniu kota w Jaworzu wywołał falę oburzenia, a nawet celowych oskarżeń o podłożu ksenofobicznym. Policyjne ustalenia w tej sprawie wskazując na zupełnie inny, choć nadal naganny, przebieg zdarzeń. 

O sprawie poinformowano w mediach społecznościowych. - Uwaga! Przy ul. Pagórkowej w Jaworzu została wyrzucona zakrwawiona reklamówka z rozczłonkowanymi zwierzętami!!! Sprawa zgłoszona na policję - brzmi wpis na Facebooku. Post w ciągu doby zebrał ponad tysiąc reakcji i ponad 200 komentarzy.

W komentarzach pod postem dominują słowa niedowierzania, wstrząsu oraz gniewu. Internauci nie szczędzą pod adresem osoby odpowiedzialnej za wyrzucenie zwierzęcia wulgarnych określeń, domagając się surowego wymierzenia sprawiedliwości, a nawet odwetu w formie analogicznego traktowania. W natłoku emocjonalnych głosów pojawiły się - ewidentnie celowe i niebezpieczne - oskarżenia o podłożu ksenofobicznym, w których niektórzy bezpodstawnie przypisywali winę za to zdarzenie Ukraińcom.

Skontaktowaliśmy się z oficerem prasowym bielskiej policji, która została powiadomiona o zdarzeniu. Funkcjonariusze potwierdzają, że otrzymali zgłoszenie i prowadzą czynności w sprawie. Przede wszystkim w reklamówce nie były rozczłonkowane zwierzęta - jak brzmiał wpis w mediach społecznościowych.

W reklamówce znajdował się martwy kot. - Nie był rozczłonkowany - zaznacza stanowczo kom. Sławomir Kocur z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. - Zwierzę nie nosiło śladów znęcania, a obrażenia charakterystyczne i typowe dla skutków wypadku komunikacyjnego - dodaje policjant.

Funkcjonariusze prowadzą postępowanie w kierunku wykroczenia, by ustalić sprawcę, który najprawdopodobniej zapakował truchło kota w reklamówkę i bez empatii pozostawił przy drodze.

W takiej sytuacji o zdarzeniu należało powiadomić gminę, aby truchło kota zostało uprzątnięte z drogi p zgodnie z procedurami przekazane do Zakładu Gospodarki Odpadami w Bielsku-Białej.

bak