Zabrakło niewiele, ale Maja Chwalińska osiągnęła największy sukces w swojej karierze. Po sobotnim finale tenisistka mieszkająca w Bielsku-Białej była pytana o plany na najbliższe tygodnie i odczucia po spotkaniu z Mirrą Andriejewą.

Na pomeczowej konferencji Chwalińska została zapytana, czy czuje smutek po porażce, czy jednak dumę z powodu wielkiego sukcesu. - Na pewno jest trochę smutku. Troszeczkę sobie popłakałam. Ale na pewno też jestem bardzo dumna. Chciałabym, żeby ten mecz wyglądał troszkę inaczej, żeby jednak też ludzie mogli zobaczyć troszeczkę lepszy mecz, ale no po prostu ona była dużo, dużo lepsza ode mnie dzisiaj.

- Dałam z siebie wszystko, więc tak naprawdę nie mogę mieć do siebie pretensji. Myślę, że mogę być z siebie zadowolona i dumna z tego, co zrobiłam i co osiągnęłam - powiedziała tenisistka BKT Bielsko-Biała.

Czy w finale dało o sobie znać zmęczenie? 24-latka rozegrała w Paryżu aż dziesięć spotkań - o trzy więcej od rywalki. Spędziła na korcie ponad 16 godzin - dwukrotnie więcej niż Rosjanka. - Jasne, że czułam się już trochę zmęczona, ale każdy by był. Przed meczem było trochę nerwów, ale nie jakichś szczególnych. Szczerze mówiąc, stres był przed każdym meczem. Od trzech tygodni nie jadłam normalnie - tłumaczyła.

Jak sukces wpłynie na jej dalszą karierę? - Mam nadzieję, że się zaadaptuję. Będę oczywiście ciężko pracować tak jak zawsze. Zobaczymy, jakie będą wyniki. Na pewno jestem wdzięczna za cały ten czas, ale to już przeszłość, a teraz będziemy iść do przodu - wyznała z pełnym przekonaniem. - Myślę, że dosyć mocno stoję na ziemi, wokół mnie są też dobrzy ludzie. Wiem też, jakie są moje priorytety - podkreśliła. 

Chwalińska w najbliższych tygodniach robi przerwę. Kolejny start w Wimbledonie pod koniec czerwca.

bak