Z bielskich Komorowic do finału Rolanda Garrosa. To oni wychowali i wierzyli w talent Mai Chwalińskiej
Gdy na paryskich kortach Maja Chwalińska zachwyca tenisowy świat, w Bielsku-Białej wspominamy początki jej drogi, która nierozerwalnie łączy się z rozwojem klubu BKT Advantage. To właśnie tu, w Komorowicach, dzięki systematycznej pracy i wizji założycieli, młoda zawodniczka otrzymała szansę na wejście do światowej elity. O tym, jak wyglądały pierwsze lata klubu, z jakimi wyzwaniami mierzyli się jego twórcy i dlaczego to właśnie bielski klub stał się tenisowym domem dla Mai, rozmawiamy z Wojciechem Wrzołem - człowiekiem z którym Piotr Szczypka zbudował klub.
BKT Advantage powstał w 2010 roku. Dziś dysponuje 11 kortami, w tym zadaszonymi, a także kortami dla najmłodszych. Na miejscu jest restauracja, siłownia i baza hotelowa. Kolejna inwestycja ruszyła niedawno na terenie zabytkowego Dworu Rosta, ale to temat na inną historię. Impuls do stworzenia klubu był prozaiczny i wynikał z troski o sportową przyszłość dzieci założycieli klubu - Wojciecha Wrzoła i Piotra Szczypki.
- Sami z Piotrem jeździliśmy do Pszczyny, Kaniowa czy Ligoty, żeby móc zagrać. Tak zresztą się poznaliśmy. Z naszymi dziećmi też musieliśmy jeździć po całej okolicy, żeby mogły grać i trenować - mówi wiceprezes Wojciech Wrzoł. Ta potrzeba zapewnienia warunków do treningu, z dala od konieczności ciągłych wyjazdów do ościennych miejscowości, stała się fundamentem, na którym budowano sukces Mai Chwalińskiej.
Są najlepszym klubem tenisowym w Polsce
Początki nie były łatwe. Wrzoł przywołuje trudny moment, który mógł zahamować rozwój inwestycji. - W okolicach 2012-2013 roku, gdy zawalił się balon przykrywający korty. To był jeden z większych ciosów. Zawodnicy trenowali na kortach pod namiotami a następnie udało nam się wybudować halę. Dzisiaj mamy kompleks, którego nie musimy się wstydzić w skali całej Polski - mówi z dumą wiceprezes BKT.
Obecnie na kompleksie sportowym w Parku Rosta trenuje kilkaset dzieciaków i niemal 100 zawodników z licencją PZT. To miejsce, którym wychowano wielu medalistów mistrzostw Polski. Oprócz infrastruktury kluczem do rozwoju był nowoczesny system szkolenia. - Wiedzieliśmy, że jeśli stworzymy odpowiedni system, który rozbudować bardzo pomógł Stavros Wawrzos przenosząc czeski system do klubu, to jest potencjał by wychować profesjonalnych zawodników startujących na najlepszych turniejach - mówi Wrzoł.
To podejście pozwoliło w pełni rozwinąć talent Chwalińskiej, której potencjał był widoczny dla Wrzoła i Szczypki już od najmłodszych lat. Wiceprezes podkreśla, że w przypadku Mai kluczowa była nie tylko sama technika, ale przede wszystkim naturalne predyspozycje ruchowe, które wyróżniały ją na tle rówieśników.
Maja zadziwiała koordynacją
- Maja trafiła do nas jako dziecko (w wieku 10 lat - red.) i od razu zwracała uwagę. Nie tylko tenisowo. Była niesamowicie sprawna ruchowo. Już jako dziewczynka wyróżniała się koordynacją, szybkością i ogólną sprawnością fizyczną - mówi i dodaje, że dzieci powinny rozwijać się wszechstronnie. Podobne rady często dają również trenerzy innych dyscyplin sportu. - Grać w siatkówkę, koszykówkę, piłkę ręczną, bawić się różnymi formami ruchu. Ta różnorodność budowała jej czucie piłki i umiejętności ruchowe.
- Rywalizowała ze starszymi chłopcami i bywało, że choć była od nich o dwa lata młodsza, to wygrywała. To był jeden z sygnałów, że mamy do czynienia z wyjątkowym talentem. Między sobą nawet mówiliśmy, że jeśli mamy wychować kogoś, kto trafi do światowej czołówki, to musi to być Maja - przypomina Wrzoł.
Szybko okazało się, że Maja Chwalińska na krajowym podwórku nie ma z kim rywalizować. - Często jeździliśmy na turnieje do Czech i podpatrywaliśmy najlepsze rozwiązania. Wiele z tych elementów udało się później przenieść do naszego systemu pracy. Talent Mai był ogromny, ale sam talent nie wystarczy. Za tym sukcesem stoją lata ciężkiej pracy zawodniczki, trenerów i całego jej otoczenia - dodaje.
Dąbrowianka czy Bielszczanka?
Pytamy także o korzenie Mai Chwalińskiej, bo wokół niej narasta wiele - nazwijmy to - konfliktów. Dotychczas spór toczył się o to, czy jest Dąbrowianką czy Bielszczanką, ale w grze pojawił się... Miechów.
Wojciech Wrzoł tłumaczy, że mama Mai pochodzi z Miechowa, a tata z okolic Kielc. Maja przyszła na świat w małopolskim Miechowie i mieszkała tam do około 2. roku życia. Potem cała rodzina przeprowadziła się do Dąbrowy Górniczej i tam tenisistka mieszkała do czasu matury. Sześć lat temu Maja na stałe przeprowadziła się do Bielska-Białej, gdzie trenuje od 2011 roku. - I u nas płaci podatki - uśmiecha się Wrzoł.
- Jedynym klubem Mai od początku kariery jest BKT Advantage. Od początku wspierało ją miasto Bielsko-Biała, prywatni sponsorzy z naszej okolicy, a menedżerem był Piotrek Szczypka - dodaje Wrzoł i zapewnia, że Maja nie wyrzeka się swoich korzeni, czy szkoły w Dąbrowie Górniczej, gdzie zaczynała pod okiem pierwszego trenera Pawła Kałuży, ale warunki i wsparcie finansowe do rozwoju znalazła w Bielsku-Białej.
bak, pbk
Oceń artykuł:
114 3Komentarze 1
