Na archiwalnych fotografiach drobniutka Maja stoi w pierwszym rzędzie, o głowę niższa od Igi Świątek, choć są rówieśniczkami. Dziś, gdy obie są już dorosłymi gwiazdami kortów, Chwalińska udowadnia, że wielkość zawodnika nie jest mierzona centymetrami, lecz hartem ducha. Jej historia to opowieść o dziewczynie, która po wygraniu najważniejszego meczu - tego z podstępną depresją - pokazuje światu talent, który drzemał w niej od zawsze. To sukces, który w dużej mierze ma bielskie korzenie, bo w Bielsku-Białej mieszka od 2020 roku i znalazła drugi dom, warunki do rozwoju i ludzi, którzy - z Piotrem Szczypką na czele - wierzyli w jej talent od początku.

Na łamach portalu bielsko.biala.pl śledzimy sportową drogę Mai Chwalińskiej od 2013 roku. Relacjonowaliśmy jej pierwsze sukcesy i kolejne awanse, dlatego jej dzisiejsze triumfy na światowych arenach nas nie dziwią. Obserwujemy jej grę z ogromną satysfakcją, ciesząc się, że lata ciężkiej pracy w końcu procentują w seniorskim tenisie, a dorosła już Maja pokazuje talent, który w niej drzemie.

Z rodzinnej Dąbrowy do Bielska-Białej

Jej przygoda z tenisem zaczęła się w wieku 7 lat, gdy pierwszy trener Paweł Kałuża szukał w szkołach w Dąbrowie Górniczej tenisowych talentów. Tak dostrzegł talent leworęcznej dziewczynki, która z grupą innych osób rozpoczęła treningi tenista. Maja od początku wykazywała się niezwykłą determinację, z czasem trenując już samotnie, nierzadko wstając o 6 rano, by jeszcze przed lekcjami pojawić się na korcie.

Z biegiem lat jej sportowym domem stał się Beskidzki Klub Tenisowy Advantage Bielsko-Biała, założony przez Piotra Szczypkę i Wojciecha Wrzoła na terenie Parku Rosta. Tenisistka w wieku 10 lat dołączyła do klubu, dominowała na krajowym podwórku, a w 2013 roku była powoływana do kadry Polski.

Mając zaledwie 13 lat wygrała polskie kwalifikacje do prestiżowego turnieju tenisowych nadziei w Paryżu. - Maja jest filigranową tenisistką, nie dysponuje nadzwyczajnymi warunkami fizycznymi - mając 144 cm wzrostu była jedną z najniższych zawodniczek w stawce. Jest leworęczna, co daje jej dużą przewagę, bowiem jej serwis staje się niewygodny dla praworęcznych przeciwniczek - mówił wtedy prezes Szczypka.

Paryż zachwycał się nią już w 2014 roku

W stolicy Francji tenisistka dotarła do półfinału. Miała okazję trenować z Marion Bartolli - zwyciężczynią Wimbledonu z 2013 roku, która kilka dni temu przeprowadzała wywiad z Chwalińską po wygranej w ćwierćfinale Rolanda Garrosa. Francuzka już 12 lat temu nazywała filigranową Maję „małą Radwańską”.

- Kilkukrotnie w trakcie pokazowych gier potrafiła ją zaskoczyć wachlarzem zagrań i nietuzinkowymi umiejętnościami - opowiadał prezes Szczypka. - Wszechstronność jest największym atutem Mai. W tenisie można wyróżnić 28 sposobów zagrania piłki. Maja tę różnorodność stosuje. Potrafi zagrać skrót za siatkę, loba, płynnie przechodzi z obrony do ataku. Dzięki temu góruje nad rywalami - mówił prezes BKT.

Po powrocie z Paryża kontynuowała sukcesy zdobywając medale grając nierzadko ze starszymi rywalkami. W parze ze Świątek w 2015 roku sięgnęła po mistrzostwo Europy, a w 2017 roku dotarły do finału juniorskiego debla podczas Australian Open. W międzyczasie, w wieku 14 lat, Maja zadebiutowała w światowym rankingu WTA, stając się najmłodszą zawodniczką w stawce, w której wówczas królowała Serena Williams.

Najważniejszy mecz wygrała poza kortem

Droga do półfinału Rolanda Garrosa nie była jednak usłana samymi różami. Najtrudniejszy mecz Chwalińska stoczyła poza kortem, zmagając się od przełomu 2019 i 2020 roku z depresją. Presja, którą narzuciła na siebie po serii juniorskich sukcesów, w połączeniu z licznymi kontuzjami, stała się ciężarem zbyt trudnym do uniesienia w tak młodym wieku. - Nie byłam w stanie wstać z łóżka - mówiła w szczerym wywiadzie.

Mimo przerwy, jej otoczenie nigdy nie straciło wiary w jej potencjał, a prezes Szczypka po powrocie do treningów wciąż powtarzał, że Maja posiada wszystko, aby nie tylko wrócić do drugiej setki rankingu WTA, ale śmiało celować w najlepszą 30 światowego rankingu. Czas pokazał, że te słowa były prorocze. Powrót na kort pod skrzydłami czeskiego trenera Jaroslava Machovsky’ego przyniósł upragnione sukcesy.

Przełom przyniósł koniec 2024 roku. Wtedy wygrała swój pierwszy turniej WTA 125, po którym przyszły kolejne zwycięstwa, w tym ostatnie w kwietniu, tuż przed rozpoczęciem zmagań w Paryżu. Co ciekawe, wszystkie te sukcesy miały miejsce na nawierzchni ziemnej. To piękna klamra, bowiem gdy zapytano 13-letnią Maję o wymarzonego Wielkiego Szlema do wygrania, bez wahania wskazała... Rolanda Garrosa. 

Bartłomiej Kawalec
[email protected]