1,8 miliona złotych trafiło na konto Podbeskidzia z kasy Bielska-Białej w ramach objęcia nowych akcji spółki. Nieoficjalnie słyszymy, że gmina nie miała wyjścia, bo klub od miesięcy nie płacił BBOSiR, a nieprawomocnie przegrał proces o zwrot pożyczki byłemu prezesowi. Ratować tonącego klubu nie chcieli także prezesi spółek komunalnych i w tej sytuacji ryzyko prawne wzięły na siebie władze miasta. Wiceprezydent miasta Igor Kliś oraz skarbnik Dominik Pawiński, którzy od początku roku nadzorują spółkę, nie odpowiedzieli na pytania redakcji przesłane im w sprawie dokapitalizowania i programu naprawczego. A tych było całkiem sporo.

Pieniądze na objęcie nowych akcji w spółce piłkarskiej uchwalono w budżecie Bielska-Białej pod koniec marca. W połowie kwietnia biuro prasowe Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej, a następnie w rozmowie telefonicznej wiceprezydent Igor Kliś przekazali nam, że do dokapitalizowana spółki nie dojdzie. 

Prawnik stawia weto, prezesi boją się konsekwencji

Nieoficjalne ustalenia wskazują, że weto postawili prawnicy. Radca prawny Maciej Luber przygotował opinię, w której odradzał takie działanie. Miasto wymyśliło plan awaryjny - pieniądze Podbeskidziu miały przekazać spółki - Aqua i Therma, co udało nam się potwierdzić w dwóch źródłach. Plan szybko spalił na panewce. Dlaczego? Można się tylko domyślać, że prezesi nie chcieli mieć z takim działaniem nic wspólnego.

Wrócono więc do koncepcji emisji nowych akcji przez Podbeskidzie i nakazano spółce przygotowanie planu naprawczego. To ten dokument stał się w maju podstawą do emisji nowych akcji na kwotę 3,6 mln zł - po połowie objęły je gmina Bielsko-Biała oraz mniejszościowy akcjonariusz Edward Łukosz. 

Wcześniej plan naprawczy zaakceptowała rada nadzorcza spółki, na czele której stoi skarbnik Dominik Pawiński. Dokument budzi liczne wątpliwości i pytania. Pada w nim m.in. stwierdzenie, że „dokapitalizowanie ma charakter jednorazowy i nie wynika z trwałej nierentowności działalności bieżącej, lecz z konieczności uporządkowania skutków poprzedniego modelu funkcjonowania spółki”. To nieprawda - to trzecie dokapitalizowanie tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy i siódme, odkąd gmina jest właścicielem klubu.

Prezes Krzysztof Sałajczyk zadeklarował w planie naprawczym wdrożenie działań oszczędnościowych, które mają doprowadzić do obniżenia kosztów o ok. 2,5 mln zł rocznie. Na tę kwotę składa się m.in. 1,6 mln zł z tytułu obniżenia wydatków na pensje piłkarzy. Te mają spaść z blisko 440 do 298 tys. zł miesięcznie.

26-letni pomocnik z pensją na poziomie 25 tys. zł

Obecnie w drugoligowym Podbeskidziu jest kilku piłkarzy zarabiających ponad 20 tys. zł miesięcznie, a najwyższy kontrakt wynosi 25 tysięcy złotych - to więcej niż pensja prezydenta Bielska-Białej. W klubie doprowadzono do absurdu, w którym zarobki piłkarza na trzecim poziomie ligowym są wyższe niż urzędnika zarządzającego 170-tysięcznym miastem, którego budżet przekracza kwotę 2 miliardów złotych. 

W program naprawczy wpisano także ponad 500 tys. zł oszczędności tytułem likwidacji Kuloodpornych. W tym miejscu pojawia się pytanie, o rzetelność dokumentu przygotowanego przez Sałajczyka. Dlaczego do planu naprawczego wliczono działania, które miały miejsce 15 miesięcy temu, w lutym 2025 roku? 

Podobne znaki zapytania pojawiają się przy kwocie 240 tys. zł, którą klub zamierza zaoszczędzić na transporcie. Nowy przewoźnik został wyłoniony w przetargu, a koszty wynajmu autokaru mają zostać pokryte w całości z wpływów od sponsorów. Z planu nie wynika, czy stosowne umowy są już podpisane. Zdaniem urzędników, którzy znają program naprawczy, to na ten moment życzenia prezesa Podbeskidzia.

Pomysł na klub? 8 milionów dotacji z miasta

W planie naprawczym przygotowano symulację budżetu w dwuletnim horyzoncie czasowym w dwóch wariantach - drugo- i pierwszoligowym. Na czym swoje założenia finansowe w głównej mierze opiera Sałajczyk? Na tym, że miasto Bielsko-Biała nadal będzie dokładać do klubu 8 mln zł rocznie. Jeśli dodać do tego, że sponsorem jest także Aqua, która przekazuje ponad 500 tys. zł rocznie, to okazuje się, że 3/4 budżetu Podbeskidzia, szacowanego w tym roku na nieco ponad 11,5 mln zł, to publiczne środki.

Trudno nie odnieść wrażenia, że plan zaakceptowany m.in. przez skarbnika Dominika Pawińskiego to dalsze sankcjonowanie układu, w którym największym sponsorem klubu są i będą mieszkańcy Bielska-Białej. Zamiast uniezależnić finansowo spółkę od publicznych pieniędzy, utrwala się ten patologiczny stan.

Dwa tygodnie temu pytaliśmy o wskazane wątpliwości oraz o to, jakie zobowiązania i wobec kogo ma klub? Pytania trafiły do wiceprezydenta Igora Klisia i skarbnika miasta Dominika Pawińskiego. Panowie nie ustosunkowali się do nich, choć to oni w świetle prawa nadzorują piłkarską spółkę. Wypada mieć nadzieję, że z większą determinacją będą sprawować nadzór nad realizacją programu naprawczego.

xxx

Mieszkańcy Bielska-Białej mają prawo oczekiwać realnych i konkretnych działań, które raz na zawsze ukrócą konieczność ciągłego ratowania piłkarskiej spółki z publicznych pieniędzy. Choć pod względem sportowym klubowi z Rychlińskiego wszyscy życzą jak najlepiej, w tym powrotu na właściwe tory, to odbudowa nie może odbywać się kosztem drenowania miejskiego budżetu. Czas na wypracowanie stabilnego modelu biznesowego, w którym budżet Podbeskidzia nie będą stanowiły w większości publiczne środki.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]