Czy kolejne samorządy czeka polityczne trzęsienie ziemi na wzór Krakowa, gdzie w niedzielę mieszkańcy odwołali w referendum swojego prezydenta? Podczas gdy ogólnokrajowi obserwatorzy typują, że kolejny w kolejce może być Wrocław, z naszych ustaleń wynika, że w Bielsku-Białej całkiem niedawno potajemnie badano już grunt pod podobny scenariusz. W rozmowy zaangażowanych było dwóch posłów z okręgu bielskiego, a krakowski przełom może sprawić, że strony znów usiądą do rozmów. 

Przed rokiem doszło do odwołania prezydent Zabrza, w niedzielę mieszkańcy Krakowa zdecydowali o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego, co oficjalnie potwierdził magistrat. To rzecz dotychczas niespotykana w najnowszej historii sceny samorządowej, bo choć w przeszłości dochodziło do odwołania włodarzy mniejszych gmin, to pamiętać trzeba, że Kraków jest drugim, co do wielkości, miastem w Polsce.

Zabrze, Kraków, czas na Wrocław?

Przeciwnicy dotychczasowego prezydenta zarzucali mu nepotyzm, dalsze zadłużanie miasta, podwyżki biletów komunikacji publicznej, a głównym czynnikiem zapalnym było wprowadzenie Strefy Czystego Transportu. Krakowem w najbliższych tygodniach będzie rządził komisarz, którego wyznaczy partyjny szef Miszalskiego, premier Donald Tusk, a do przedterminowych wyborów prezydenckich dojdzie w ciągu 90 dni.

Wynik referendum w Krakowie wywołało dyskusję i pytania, czy przykład dawnej stolicy Polski nie uruchomi efektu domino. Czy lada moment do prób odwołania włodarzy nie dojdzie w kolejnych miastach? Blady strach padł między innymi na Wrocław, gdzie urzędujący Jacek Sutryk ma postawione zarzuty prokuratorskie, a w mieście już dwukrotnie próbowano doprowadzić do głosowania w sprawie jego odwołania.

Nastroje i emocje podsyca sam Jarosław Kaczyński. W niedzielny wieczór prezes PiS napisał: - Krakowskie referendum to dowód na to, że nie można i nie da się obywatelom zamknąć ust! Kwintesencją demokracji jest głos obywateli, którego należy słuchać i szanować. Ta władza niszczy i kwestionuje wszystko, co demokratyczne! Dlatego Krakowianie pokazali im czerwoną kartkę. Gratuluję wszystkim Krakowianom, którzy nie dali się zastraszyć i walczą o swoje miasto! Dla nas to dopiero początek - pisze na platformie X.

A może referendum w Bielsku-Białej?

Jak ustaliła nasza redakcja, fala referendalnych nastrojów mogła dotrzeć znacznie bliżej Bielska-Białej, niż mogłoby się wydawać. Kilka tygodni temu doszło do zakulisowych rozmów na temat przeprowadzenia analogicznego referendum w stolicy Podbeskidzia. W tych rozmowach uczestniczyli kluczowi gracze lokalnej sceny politycznej, w tym przedstawiciele szefa bielskich struktur PiS posła Przemysław Drabek, bielscy radni oraz osobiście poseł Konfederacji i lider lokalnych struktur tej formacji, Bronisław Foltyn.

Choć w ostatnich tygodniach temat ten w Bielsku-Białej nieco wygasł i wydawało się, że lokalni liderzy opozycji odłożyli plany radykalnych kroków na boczny tor, to krakowski przełom może diametralnie zmienić ich optykę. Sukces frekwencyjny w Krakowie i jednoznaczne wezwanie do działania ze strony prezesa Prawa i Sprawiedliwości mogą stać się katalizatorem dla ponownego otwarcia dyskusji w naszym mieście.

Zgodnie z prawem, doprowadzić do referendum lokalnego może grupa kilku mieszkańców. Pierwszym krokiem jest oficjalne powiadomienie prezydenta miasta oraz komisarza wyborczego o zamiarze zorganizowania głosowania, co formalnie uruchamia bieg terminów. Od tego momentu organizatorzy mają 60 dni na zebranie podpisów poparcia od co najmniej 10 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. W przypadku Bielska-Białej oznacza to konieczność zdobycia niewiele ponad 12 tysięcy podpisów.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]