Pilne skierowanie na kolonoskopię? Najbliższe terminy w dwóch bielskich szpitalach to koniec 2027 lub wiosna 2028 roku - alarmują mieszkańcy. Od kwietnia NFZ płaci bowiem jedynie 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię oraz 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonane ponad limit. Co gorsze, za nadwykonania odda pieniądze szpitalom dopiero na koniec roku, a nie kwartalnie, jak dotychczas, co tylko pogarsza trudną sytuację. Oszczędności w badaniach obrazowych przyniósły także absurdalną sytuację w leczeniu pacjentów onkologicznych. 

Zmiany mają przynieść ponad 600 mln zł oszczędności. - To jest nic przy budżecie NFZ, który wynosi 200 miliardów - ocenia Krzysztof Bestwina, dyrektor Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej. - Kto będzie robić nadwykonania w kwietniu, by czekać prawie rok na 60 proc. usługi? - pyta.

Ograniczenia widać już w terminach badań w bielskich szpitalach. Na kolonoskopię w BCO-SM pierwszy wolny termin to kwiecień... 2030 roku! Jeśli lekarze dopisze „pilne” to koniec kwietnia 2028 roku. 

Nieco lepiej wygląda sytuacja w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej - pilną kolonoskopię zrobią nam pod koniec 2027 roku. Na gastroskopię w BCO-SM termin to styczeń 2027 roku, a jeśli pilnie to listopad tego roku. Nieco bliższe terminy badań są w drugim bielskim szpitalu, ale to i tak długie miesiące oczekiwania.

Pacjenci onkologiczni do długiej kolejki?

Podobnie jest w przypadku badań obrazowych, czyli tomografii komputerowej i rezonansu. Zaledwie siedem z 28 obszarów ciała do badania została przez NFZ wyceniona na tyle, że pokryje koszty. Na tomograf w BCO-SM zapisać można się na terminy jesienne, w trybie pilnym na koniec wakacji. W przypadku rezonansu przypadek stabilny wiąże się z umówieniem terminu w lutym 2027 roku, pilny zostanie wykonany jesienią.

Zmiana płatności za świadczenia ponad limit w przypadku badań obrazowych ujawniła kolejną patologię systemu. Kilka miesięcy oczekiwania stanowi problem dla pacjentów onkologicznych. - Pacjenci, którzy po leczeniu muszą mieć cyklicznie wykonywane badania, w tej sytuacji muszą być zapisani do kolejki ogólnej i czekać kilka miesięcy - mówi dyrektor Bestwina, który podjął w tej sprawie interwencję w NFZ.

BCO-SM czeka także na około 9 milionów zł nadwykonań za ubiegły rok. Fundusz zapłacił dotychczas tylko pół miliona z kwoty 4 mln zł nadwykonań w ramach tzw. ryczałtu. W przypadku świadczeń limitowanych, w tym programów lekowych, placówka czeka na kolejne ponad 5,3 mln zł. - Gdybyśmy otrzymali z NFZ te 9 mln zł nadwykonań, to nie musielibyśmy pisać programu naprawczego - wyjaśnia dyrektor Bestwina.

Nie chcą płacić za podawanie leków

Szpital miesiącami czeka także na pieniądze za leki. W tym czasie odsetki naliczają im dostawcy. - Po miesiącach oczekiwań otrzymujemy taką kwotę, na jaką opiewa faktura. Odsetki, które w tym czasie zdążył naliczyć nam dostawca, są dodatkowym problem i kosztem z którym my się mierzymy - dodaje dyrektor.

To jednak nie koniec absurdów, z jakimi mierzy się BCO-SM. Najbardziej jaskrawym przykładem jest sytuacja na oddziale chemioterapii dziennej. NFZ płaci za pacjentów w dwóch zakresach - zwraca koszt leków i płaci za tzw. obsługę, czyli podanie leku. To praca personelu, wykorzystanie sprzętu czy fotel dla pacjenta.

Problem zaczyna się po przekroczeniu limitu, bo choć każdy pacjent wymagający terapii jest dopisywany do systemu i akceptowany przez NFZ, to ponad limit zwracane są pieniądze tylko za leki, ale nie za pozostałe koszty. Blokowanie wypłat za realnie wykonaną pracę przy chorym wydaje się nie tylko niezrozumiałe, ale i skrajnie nieodpowiedzialne, zwłaszcza, że sektor ochrony zdrowia od lat jest mocno zadłużony.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]