Strażak w szpitalu po wielogodzinnej walce z ogniem. Czy to czas, by wprowadzić zakaz wstępu do lasu? - foto
Walka z ogniem w lesie w Zabrzegu miała dramatyczny przebieg. Podczas trudnej akcji w lesie jeden z ratowników zasłabł i został zabrany przez pogotowie do szpitala. To wydarzenie stało się symbolem skrajnego trudnego okresu i plagi pożarów.
Choć o samym pożarze przy ul. Spacerowej w Zabrzegu już informowaliśmy, nowe szczegóły dotyczące stanu zdrowia strażaka pokazują z czym mierzą się ratownicy. W akcji trwającej blisko siedem godzin brało udział łącznie 17 zastępów, podawano trzy prądy wody oraz podręczny sprzęt. Strażaków wspomagali leśnicy, strażnicy miejscy z Czechowic-Dziedzic oraz policja. Wodę dowożono z hydrantu przy OSP Zabrzeg.
Trudne warunki i walka z ogniem na terenie Nadleśnictwa Bielsko sprawiły, że jeden z ratowników poczuł się źle. Na miejscu interweniowała załoga ratownictwa medycznego, ratownik wymagał natychmiastowej hospitalizacji. Wysiłek włożony w ratowanie lasu okazał się ponad siły organizmu.
To trzeci w ostatnim tygodniu pożar lasu w regionie - w piątek paliło się w masywie Baraniej Góry w Nadleśnictwie Węgierska Górka, gdzie w akcji brało udział blisko 40 zastępów i samoloty gaśnicze. W niedzielę doszło do pożaru roślinności na zboczach Magurki. Od początku stycznia strażacy wyjeżdżali do pożarów traw i lasów już 100 razy, to prawie tyle samo, ile w całym ubiegłym roku.
Strażacy przypominają, że za niemal każdym takim zdarzeniem stoi człowiek. Wyrzucony niedopałek, grill zbyt blisko lasu czy rozgrzany katalizator auta zaparkowanego na trawie to gotowy przepis na tragedię. Ponad 90 procent pożarów lasów powstaje z winy człowieka, a obecna susza sprawia, że wystarczy tylko iskra, by wywołać wielogodzinną akcję, która dla ratowników może skończyć się w szpitalu.
bb
Oceń artykuł:
34 13