500 tys. zł należności głównej i kolejne blisko 100 tys. zł odsetek umownych, ustawowych i kosztów sądowych - tyle na mocy nieprawomocnego wyroku musi zapłacić Podbeskidzie firmie byłego prezesa Krzysztofa Przeradzkiego. Miejska spółka wyroku wykonywać nie zamierza i wywiodła apelację, której skutki finansowe w przypadku porażki będą jeszcze bardziej dotkliwe. Mimo pytań o zasadność decyzji prezes Krzysztof Sałajczyk zapadł się pod ziemię i nie odpowiada na pytania dotyczące finansowych konsekwencji swoich działań. Zapłacą mieszkańcy?

Czy można zaciągnąć pożyczkę, wydać ją na pilne wydatki, a potem przekonywać, że umowa była nieważna? Sąd w Bielsku-Białej nie zostawił na argumentacji klubu suchej nitki. „Górale” muszą oddać byłemu prezesowi pół miliona, odsetki i pokryć koszty procesu. Nieprawomocny wyrok zapadł w połowie lutego, a początkiem kwietnia Podbeskidzie wniosło apelację. Sprawę rozstrzygnie Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Umów należy dotrzymywać

Dotarliśmy do uzasadnienia nieprawomocnego wyroku, który wraz z sentencją liczy 11 stron. Pożyczka, o którą od wielu miesięcy toczy sie spór, została zaciągnięta w maju 2024 roku. Klub był jedną nogą w drugiej lidze, a sytuacja finansowa była, delikatnie mówiąc, kiepska. Aby ratować płynność, klub potrzebował gotówki, a w rolę wybawcy wcielił się Przeradzki będący od kilku miesięcy prezesem „Górali”.

Pieniądze te - podobnie jak spłacona już pożyczka z Zakładu Gospodarki Odpadami - posłużyły do spłaty najpilniejszych zobowiązań. Scenariusz transakcji był nietypowy - po jednej stronie Przeradzki jako prezes Podbeskidzia, a po drugiej jego prywatna firma Adamex KP, która pożyczyła 500 tys. zł. Na umowie pożyczki po stronie firmy nie podpisał się Przeradzki, ale prokurentka o tym samym nazwisku co prezes.

Na zaciągnięcie pożyczki na 8 proc. w skali roku zgodę wyraziła rada nadzorcza klubu pod którą podpisali się jej wszyscy członkowie. To m.in. wiceprezydent Piotr Kucia, który obsadził Przeradzkiego w roli prezesa. Panowie znali się z czasów, gdy Kucia był zastępcą komendanta wojewódzkiego policji w Katowicach, a firma Przeradzkiego wygrywała przetargi na inwestycje, w tym budowy komend w województwie.

Pod uchwałą wyrażającą zgodę na zaciągnięcie zobowiązania w firmie prezesa podpisał się także drugi, mniejszościowy akcjonariusz klubu, Edward Łukosz oraz kolejna znana postać na Śląsku – Krzysztof Lewandowski, czyli były wiceprezydent Zabrza. Pieniądze trafiły na konto klubu trzy dni po uchwale.

Choć okres spłaty przedłużano aneksami, ostatecznie termin upłynął z końcem 2024 roku już po odejściu Przeradzkiego z klubu. Mimo wezwań i ostatecznych przedsądowych pism, jego następca Krzysztof Sałajczyk zwlekały z oddaniem długu kwestionując ważność umowy pożyczki oraz proponując mediacje, na co były prezes nie przystał. Ostatecznie w lutym sprawa trafiła przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. 

Odsetki zapłacą mieszkańcy?

Lektura uzasadnienia wyroku jest dla Podbeskidzia miażdżąca. Prawnicy klubu próbowali dowieść, że umowa jest nieważna, bo Przeradzki zawarł ją „sam ze sobą” bez zgody walnego zgromadzenia. Sędzia uznał jednak, że skoro rada nadzorcza wydała zgodę, to o nieważności nie może być mowy, zwracając uwagę, że Przeradzki m.in. nie był „rzeczywistym beneficjentem” klubu piłkarskiego, a tylko jego prezesem.

Sędzia w wydanym wyroku wskazał nawet, że gdyby uznać, że umowa miała wady natury prawnej, to pieniądze wpłynęły na konto klubu i doszło do tzw. „bezpodstawne wzbogacenie”, a więc należy je oddać.

Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej nakazał zwrot pół miliona zł pożyczki oraz odsetek - ponad 25 tys. zł umownych, kolejnych kilkudziesięciu tys. zł odsetek ustawowych i koszty procesu sięgające kolejnych 35 tys. zł - razem blisko 100 tys. zł. Klub od wyroku wywiódł apelację do Sądu Apelacyjnego w Katowicach.

O zasadność takiego działania ponad dwa tygodnie temu zapytaliśmy prezesa Krzysztofa Sałajczyka, bo w przypadku utrzymania wyroku, Podbeskidzie będzie musiało zapłacić jeszcze wyższe odsetki od kwoty pożyczki. Prezes miejskiej spółki zapadł się pod ziemię i nie odpowiada na wszelkie próby kontaktu.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]