Podniebne spektakle i ziemskie problemy. Zabawa jednych nie może odbywać się kosztem innych - foto
W sobotę niebo nad Bielskiem-Białą rozbłysło tysiącem barw, a kunszt pilotów przyciągnęły na lotnisko tłumy. Wieczorne show z wykorzystaniem pirotechniki było bez wątpienia punktem kulminacyjnym, który zachwycił publiczność. Jednak impreza ma swoje ciemne strony. Mieszkańcy sąsiednich osiedli skarżą się na samochody zaparkowane na niemal każdym, wolnym skrawku terenu. Na zamknięcie dojścia do lokalu skarży się jedna z restauratorek przy lotnisku. Kobieta liczy straty.
Mowa o lokalu Admiral położonym przy ul. Zwardońskiej w Bielsku-Białej. W słoneczny weekend obrót w lokalu liczony jest w tysiącach złotych. W sobotę dojście do lokalu zostało praktycznie odcięte przez służby porządkowe. Bardziej zdeterminowani mieszkańcy obchodzili tymczasowe ogrodzenie po okolicznych polach i trawnikach. Mimo to w lokalu zamiast dużego ruchu, liczone są po sobocie straty.
Jeszcze przed sobotnim pokazem wielu niezadowolonych mieszkańców zwracało uwagę, że zamknięcie ścieżki wokół lotniska i odcinka ulicy Zwardońskiej nie jest podyktowane względami bezpieczeństwa, a chęcią zarobku przez organizatorów. W poprzednich latach, gdy w Aleksandrowicach organizowano piknik lotniczy na który wstęp był bezpłatny, nie było konieczności zamykania terenu wokół płyty.
Problem nie kończy się jednak na terenie wokół lotniska. Mieszkańcy osiedli znajdujących się po drugiej stronie ulicy Cieszyńskiej przeżyli prawdziwy najazd samochodów. Choć organizatorzy zapewnili odpłaty parking w Wapienicy z bezpłatnym transportem autobusami, to teren osiedli zamienił się w jeden wielki, dziki parking. Kierowcy, szukając darmowego miejsca i szybkiego dojścia na lotnisko, parkowali dosłownie wszędzie - na zieleńcach, skrzyżowaniach i chodnikach, blokując drogi pożarowe i wyjazdy z posesji.
Jeden z mieszkańców relacjonuje, że około godziny 19.30 wyjazd spod pobliskiego marketu był praktycznie sparaliżowany z powodu tak dużej liczby zaparkowanych pojazdów. Podobnie było na osiedlu.
- Normalnie w takie dni jest sporo wolnego miejsca. Wieczorem w całym rejonie ludzie parkowali na skrzyżowaniach, na chodnikach, w strefie zamieszkania - skarży się mieszkaniec Polskich Skrzydeł, który zwraca uwagę, że zabawa jednych, nie może odbywać się kosztem komfortu innych mieszkańców.
Pada także pytanie, o to gdzie w obliczu zastawiania każdego skrawka terenu były służby porządkowe? Wygląda na to, że pilnowały zamkniętego odcinka ulicy i ścieżki rowerowej wokół płyty lotniska.
bak

Oceń artykuł:
98 25Komentarze 8
