Krwiak mózgu i sześć godzin w karetce pod SOR. Ratownik z aktem oskarżenia po śmierci 32-latka
Po czterech latach śledztwa prokuratura skierowała akt oskarżenia po śmierci 32-latka, który z krwiakiem mózgu oczekiwał przez ponad sześć godzin w karetce przed SOR w Bielsku-Białej. Jak wynika z aktu oskarżenia do którego dotarła nasza redakcja, ratownik medyczny pracujący w SOR zbagatelizował drastyczne pogorszenie stanu chorego, kwitując doniesienia o objawach neurologicznych stwierdzeniem, że załoga karetki... „opowiada bzdury”. Mężczyzna został oskarżony o narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Proces ratownika ruszy w maju.
Do tragedii doszło pod koniec listopada 2021 roku. Nad ranem 32-letni mieszkaniec Kóz w trakcie podróży pociągiem do Bielska-Białej źle się poczuł. Na dworcu głównym z powodu silnego bólu głowy poprosił o wezwanie pomocy. Zespół ratownictwa medycznego z lekarzem na pokładzie, który niebawem przybył na miejsce, zastał pacjenta w utrudnionym kontakcie. W trakcie badania doszło do pierwszego ataku drgawek. Zapadła decyzja o pilnym transporcie młodego mężczyzny do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej.
Sześć godzin w karetce z krwiakiem mózgu
Po przyjeździe pod placówkę około godz. 9.00 rano, lekarz karetki otrzymał informację o konieczności oczekiwania z powodu braku miejsc na SOR. Sytuacja, choć trudna, była początkowo uznawana przez zespół biegłych, który ocenili zebrany materiał dowodowy, za dopuszczalną przy dużym obłożeniu SOR.
Wszystko zmieniło się po trzech godzinach oczekiwania, gdy u chorego wystąpiły objawy sugerujące poważną patologię ośrodkowego układu nerwowego - oczopląs, rotacja gałek ocznych oraz niedowład prawej ręki. Personel karetki zaalarmował dyspozytora medycznego o gwałtownym pogorszeniu stanu klinicznego pacjenta. Po blisko czterech godzinach oczekiwania karetki przed SOR, o godz. 12.48 informacja ta dotarła do ratownika medycznego pełniącego wówczas dyżur i odpowiadającego za triaż pacjentów.
Według ustaleń śledztwa, oskarżony ratownik SOR, mimo otrzymania informacji o niedowładzie i oczopląsie, nie podjął decyzji o zmianie priorytetu przyjęcia pacjenta. Z analizy nagrań i opinii biegłych wynika, że zbagatelizował te doniesienia, twierdząc, iż załoga karetki... „opowiada bzdury”, co zostało utrwalone na nagraniach. Ratownik nie zdecydował się na zbadanie chorego ani na konsultację z lekarzem dyżurnym.
Materiał dowodowy oceniało trzech biegłych lekarzy
Zespół biegłych lekarzy kilku specjalizacji wskazał, że wczesnym popołudniem pacjent przestał być osobą, która może czekać w kolejce. Zaniechanie nadania właściwego priorytetu triaż sprawiła, że z około trzygodzinnym opóźnieniem rozpoczęła się jego diagnostyka i leczenie. 32-latek od początku miał trzeci stopień pilności, co sugerowało, że jego stan jest stabilny. Zdaniem biegłych, w momencie wystąpienia objawów neurologicznych należało nadać wyższy, drugi priorytet, co oznaczałoby pilną diagnostykę.
Biegli wskazali, że nawet jeśli na na SOR nie było wolnego miejsca, należało skierować pacjenta na konsultację neurochirurgiczną. Tymczasem pacjent został przyjęty dopiero po ponad sześciu godzinach oczekiwania w karetce, kwadrans po godz. 15.00. Badania obrazowe wykazały ogromny krwiak śródmózgowy w lewej półkuli oraz tętniaka tętnicy szyjnej wewnętrznej. Później pacjent trafił na stół operacyjny, a o jego życie walczyli neurochirurdzy. Mimo przeprowadzenia operacji tętniaka i trwającego kilka dni pobytu na intensywniej terapii, stanu ogólnego nie udało się ustabilizować. Pacjent zmarł po kilku dniach.
Ratownik nie przyznał się do winy
Oskarżony ratownik nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. W składanych wyjaśnieniach początkowo próbował przerzucić odpowiedzialność na lekarzy, twierdząc, że to oni decydują o przyjęciu pacjenta. Później jednak potwierdził, że o nadaniu priorytetu decyduje właśnie triażysta po zbadaniu pacjenta.
Ratownik nie rozpoznał swojego głosu na zabezpieczonym nagraniu rozmowy, do której doszło wczesnym popołudniem, na którym padają jego słowa o „gadaniu bzdur” przez ratowników pogotowia, którzy zgłaszali mu pogarszanie stanu pacjenta. Biegli z zakresu fonoskopii oraz świadkowie - inni pracownicy SOR - wskazali, że głos należy do oskarżonego. Za narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez osobę, na której ciąży szczególny obowiązek opieki, kara do pięciu lat więzienia.
Oskarżony ratownik nie pracuje już w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej, ale jest zatrudniony w innej placówce w regionie. Prokuratura wyłączyła do osobnego śledztwa materiał dowodowy prowadzony w kierunku cięższego zarzutu - nieumyślnego spowodowania śmierci 32-latka, a następnie je umorzyła. Z taką decyzją nie zgadza się rodzina zmarłego, która złożyła zażalenie do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
93 3Komentarze 5
