Trzy karetki pod jednym domem. Niecodzienna seria porodów w bielskim pogotowiu
Kojarzymy ich z dramatycznymi akcjami ratunkowymi, ale praca ratowników medycznych to nie tylko walka o życie. Czasami los rzuca im wyzwanie, którego nie da się zaplanować, a finał wywołuje uśmiech na twarzach wszystkich obecnych. W ostatnich tygodniach ratownicy brali udział w trzech akcjach porodowych.
Kilka dni temu dyrekcja pogotowia odebrała podziękowania, które chwytają za serce. Pani Anna wraz z małą Zosią postanowiły osobiście podziękować załodze za pomoc w jednej z najważniejszych chwil w ich życiu.
Jak mówi dyrektor Wojciech Waligóra, wszystko zaczęło się w nocy z 9 na 10 kwietnia. Poród zaczął się niespodziewanie w domu, a stres i niepewność mieszały się z ogromnymi emocjami. Ratownicy, którzy przyjechali na wezwanie, wykazali się nie tylko profesjonalizmem, ale przede wszystkim spokojem i troską. - Zaopiekowali się rodzącą kobietą, a sam poród miał już miejsce w szpitalu na Wyspiańskiego - słyszymy.
Porody przyjmowane przez bielskich ratowników to wbrew pozorom żadna nowość. Prawdziwym sprawdzianem umiejętności i logistyki była interwencja z początku marca. Sytuacja była o tyle nietypowa, że bielscy ratownicy musieli zmierzyć się z porodem bliźniaczym. Na miejsce zgodnie z procedurami zadysponowano aż trzy karetki - jedna ekipa zabrała do szpitala dzielną mamę, a pozostałe bliźniaki.
Pomiędzy tymi wydarzeniami, pod koniec marca, na świat przyszło jeszcze jedno życie. - Poród w domu przyjmowała ratowniczka - mówi dyrektor Waligóra. W tym przypadku do Bielskiego Pogotowia Ratunkowego także skierowano słowa podziękowania od dumnych i szczęśliwych rodziców małego chłopczyka. Takie chwile bez wątpienia są dla ratowników najlepszą nagrodą za ich trudną oraz pełną stresu służbę.
bb
Oceń artykuł:
81 2Komentarze 2
