Po dwunastu latach zamyka się Zupolandia, która funkcjonowała w lokalu w kamienicy w centrum Bielska-Białej. Sobota jest ostatnim dniem funkcjonowania miejsca, które przez lata zdążyło zyskać stałe grono klientów i stać się ważnym punktem na kulinarnej mapie miasta. - Do pandemii było naprawdę dobrze - mówi nam pani Bożena, która przyznaje, że kocha to miejsce, ludzi i pracę, ale od pewnego czasu prowadzenie biznesu z powodu rosnących kosztów stało się nieopłacalne.

Zupolandia mieści się w kamienicy przy ul. Cechowej w Bielsku-Białej i od początku przyciągała domową kuchnią, przystępnymi cenami i kameralną, niemal sąsiedzką atmosferą. Wielu klientów odwiedzało lokal regularnie - nie tylko dla jedzenia, ale też dla relacji, jakie tworzyły się między właścicielką a gośćmi. 

Rosnące koszty przesądziły o decyzji

- Chodzę tu praktycznie odkąd lokal się otworzył. Mieszkam niedaleko i to było moje stałe miejsce - mówi nam jedna z klientek, którą w piątek spotkaliśmy w lokalu. Nic dziwnego, że dla pani Bożeny decyzja o zamknięciu nie była łatwa. Przez lata udawało się utrzymywać ceny na stałym poziomie, mimo prób podnoszenia czynszu przez ZGM. Jednak w ostatnim czasie znacząco wzrosły inne koszty działalności.

Szalejąca w ostatnich latach pandemia, podniosła ceny produktów spożywczych, energii elektrycznej, gazu, ogrzewania oraz wywózu śmieci. W przypadku odpadów o kilkaset procent! W takich warunkach dalsze prowadzenie lokalu bez ciągłego podnoszenia cen dań stawało się coraz trudniejsze.

Jak mówi pani Bożena, szczególnie dotkliwe były koszty ogrzewania. Lokal mieście się w starej kamienicy, w wysokim pomieszczeniu na parterze, gdzie ciepło szybko uciekało, a zimno przenikało przez mury. Dodatkowym problemem stał się zakaz używania piecyka, który wcześniej pomagał dogrzewać wnętrze.

Problemy codzienne i zmieniająca się rzeczywistość

Na decyzję wpłynęły także kwestie organizacyjne. Utrudniony dojazd na ulicę Cechową komplikował zaopatrzenie lokalu. Ciężkie skrzynki z produktami trzeba było nosić z dalszych odległości. Również przez rosnące pensje, zatrudnienie dodatkowch osób stało się niemożliwe, przez co codzienna praca od wczesnego rana do późnego wieczora z czasem zaczęła być coraz większym obciążeniem.

- Do pandemii było naprawdę dobrze. Klientów było bardzo dużo, praktycznie ze wszystkimi się znaliśmy – opowiada nam ze smutkiem pani Bożena, właścicielka lokalu Zupolandii. Po okresie pandemii sytuacja zaczęła się stopniowo pogarszać, a prowadzenie działalności po prostu przestało być opłacalne.

Właścicielka mówi o tym, że decyzja o zamknięciu Zupolandii dojrzewała w niej od dłuższego czasu. Ta trudna decyzja powoduje u niej bardzo silne emocje, co widzieliśmy w trakcie rozmowy.

Pustka, którą ciężko wypełnić

- Kocham tę pracę, kocham tych ludzi. Na pewno będzie mi tego brakowało. Dzisiaj nawet dostałam prezent od dziewczynek, które od dłuższego czasu tu przychodziły. Proszę zobaczyć - mówi pani Bożena, pokazując nam ciasteczka z liścikiem, w którym czytamy: Dziękujemy za najlepszą kuchnię na świecie.

Zupolandia była dla wielu Bielszczan czymś więcej niż tylko miejscem, gdzie można było zjeść smaczny, domowy obiad. Była częścią lokalnej społeczności, budowanej przez lata relacji oraz codziennych spotkań. Po zamknięciu lokalu właścicielka planuje w końcu chwilę odpocząć. Jak przyznaje, przez lata była całkowicie pochłonięta pracą, a wcześniej prowadziła również restaurację na Śląsku i gastronomia od dawna jest jej pasją oraz sposobem na życie. Teraz jednak przyszedł moment na trochę przerwę.

Zamknięcie Zupolandii to kolejny przykład miejsca w Bielsku-Białej, które nie wytrzymało rosnących kosztów i zmieniających się realiów. Dla niektórych mieszkańców to także symboliczny koniec miejsca, do którego wracało się nie tylko po jedzenie, ale i po atmosferę, którą trudno będzie czymś zastąpić.

Piotr Kubica
[email protected]