Drastyczne szczegóły w aktach sprawy. Oficjalne piętno dla byłego proboszcza z Międzybrodzia [+18]
Państwowa Komisja ds. Pedofili wydała rozstrzygnięcie w sprawie ks. Jana Wodniaka. Duchowny, który w przeszłości pełnił funkcję proboszcza w Międzybrodziu Bialskim, został oficjalnie wpisany do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Ksiądz nie odwołał się od decyzji do sądu, a z informacji w rejestrze wynika, że najprawdopodobniej nadal przebywa w miejscu odosobnienia w klasztorze.
Od piątku dane Jana Wodniaka widnieją w publicznym rejestrze. Stało się to na skutek przekazania do Państwowej Komisji ds. Pedofilii przez Prokuraturę Krajową materiału dowodowego z umorzonego śledztwa prokuratury w Żywcu. Wodniak nie mógł zostać oskarżony ze względu na przedawnienie karalności czynów.
Z akt sprawy wynika, że były proboszcz parafii w Międzybrodziu Bialskim dopuszczał się brutalnych aktów przemocy seksualnej na szkodę małoletniego chłopca. Komisja określiła ramy czasowe tych zdarzeń na okres od marca 1984 roku do lutego 1987 roku. Do zachowań dochodziło wielokrotnie, nie tylko na terenie Międzybrodzia Bialskiego, ale również w Zielonce oraz w innych, nieustalonych dokładnie miejscach.
W uzasadnieniu wpisu czytamy o niezwykle drastycznym charakterze nadużyć. Jan Wodniak wielokrotnie doprowadzał małoletniego ministranta do obcowania płciowego, co obejmowało stosunki analne i oralne. Ponadto duchowny zmuszał ofiarę do poddawania się szeregowi innych czynności seksualnych, takich jak dotykanie narządów płciowych, a także naruszał jej intymność poprzez m.in uporczywe całowanie.
Z wpisu dokonanym w państwowym rejestrze wynika, że ksiądz Wodniak zamieszkuje obecnie w Bieniszewie. To niewielka miejscowość na terenie województwa wielkopolskiego. Znajduje się tam klasztor.
Decyzja komisji ma kluczowe znaczenie, bo oficjalnie piętnuje sprawcę w strukturach państwowych, nawet w sytuacji, gdy system karny okazał się bezradny ze względu na upływ czasu. Równolegle toczy się spór o zadośćuczynienie finansowe. Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej nakazał kurii wypłatę 400 tysięcy złotych na rzecz ofiary, a sprawa czeka obecnie na ostateczny werdykt Sądu Apelacyjnego w Katowicach.
Proces rozpoczął się w 2022 roku, pokrzywdzony domagał się 3 mln zł odszkodowania od kurii. Janusz Szymik zeznawał, że jako ministrant był wielokrotnie krzywdzony przez ks. Wodniaka. Po latach fakt ten zgłosił bp. Tadeuszowi Rakoczemu, ale ten nic z nią nie zrobił. Dopiero w 2014 roku, gdy bp. został Roman Pindel, ksiądz Wodniak został zawieszony, a o sprawie molestowania zawiadomiono Watykan. Stolica Apostolska ukarała Wodniaka karą pięciu lat przebywania w odosobnieniu i pozbawienia wszelkich urzędów kościelnych.
bak
Oceń artykuł:
94 3Komentarze 4
