Fiaskiem zakończyła się próba zakupu pick-upa o specyfikacji, jakiej nie posiadają nawet bielscy strażacy. Mimo że w budżecie Bielska-Białej zarezerwowano na ten cel 300 tys. zł, do Ratusza nie wpłynęła ani jedna oferta. Na żadnym etapie nie kwestionowaliśmy potrzeby zakupu takiego pojazdu, ale warunki przetargu, a przede wszystkim bardzo krótki czas na dostawę, budził uzasadnione wątpliwości.

Miasto poszukiwało maszyny z silnikiem diesla o pojemności min. 2500 cm3 i mocy co najmniej 150 kW, co w przeliczeniu daje 204 KM, czyli tyle ile oferuje Toyota Hilux. Największe emocje budziły jednak parametry terenowe - prześwit wynoszący min. 40 cm, 35-calowe koła z oponami All-Terrain oraz wyciągarka o ogromnym uciągu. Jakby tego było mało, gotowy pojazd miał zostać dostarczony w zaledwie 60 dni.

Firma w Sokółce ma pełny kalendarz

Ratusz przekonywał, że zakup tak wyspecjalizowanej maszyny to nie fanaberia, a konieczność wynikająca z nowych wytycznych MSWiA dotyczących obrony cywilnej. Miasto musi budować własne zaplecze logistyczne, by w razie kryzysu nie paraliżować pracy strażaków, od których dotychczas pożyczano sprzęt. Argumentowano, że podczas ostatnich powodzi błyskawicznych pracownicy zarządzania kryzysowego musieli brodzić w wodzie prywatnymi autami, co dla jednego z nich skończyło się utopieniem pojazdu.

Pytaliśmy, czy przed ogłoszeniem przetargu zrobiono rozeznanie rynku, które potwierdziło, że wymogi nie ograniczają kręgu oferentów do konkretnego modelu i marki. Na tak postawionie pytanie nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Przekonywano nas, że specyfikacja została opracowaniu o jasno określone kryteria funkcjonalne, wynikające z doświadczeń ostatnich powodzi oraz z realnych potrzeb operacyjnych.

- Nie bez znaczenia przy układaniu specyfikacji było również założenie związane wykorzystaniem pojazdu do ciągnięcia zakupionych workownic i planowanych zakupów na ten rok ciężkich agregatów prądotwórczych oraz innego specjalistycznego wyposażenia wykorzystywanego w sytuacjach kryzysowych. Pojazd ma służyć również do dostarczania osuszaczy, nagrzewnic czy agregatów - odpowiadało zarządzanie kryzysowe.

Celowo zapytaliśmy także o to, dlaczego rygorystycznie określono kolor nadwozia, bo zgodnie ze specyfikacją zarządzania kryzysowego pojazd mógł być tylko czarny, brązowy lub szary. - Stwierdzenie, że wymogi dotyczące palety kolorystycznej nadwozia są rygorystyczne, jest w naszej opinii nieuzasadnione. Kolory wymienione w przetargu są możliwie podstawowe, każdy producent je oferuje. Celem tego wymogu było niepowielanie kolorów nadwozia używanych przez inne służby - twierdzili bielscy urzędnicy.

 Przerabiają tylko dwa auta, Isuzu jest za krótkie

Wnikliwa analiza rynku sugerowała od początku, że znalezienie auta spełniającego normy w tym czasie graniczy z cudem. Standardowe pick-upy prosto z salonu mają prześwit o około 10 cm mniejszy niż wymagany w Bielsku-Białej. Osiągnięcie poziomu 40 cm wymaga głębokiej modyfikacji u wyspecjalizowanych firm, takich jak firma w Sokółce, która przerabia tylko dwa modele: Toyotę Hilux lub Isuzu D-Max.

Ten drugi pojazd nie spełniał jednak specyfikacji przygotowanej przez bielskich urzędników, bo był... za krótki o kilka centymetrów. Problem pojawił się dalej. Jak ustaliliśmy w rozmowie z właścicielem firmy w Sokółce, sam proces dostosowania Toyoty do wymagań Ratusza zajmuje około czterech tygodni, ale firma nie ma obecnie wolnych mocy przerobowych. Jak więc dostarczyć takie auto w ciągu 60 dni?

Wokół przetargu narosło sporo kontrowersji, zwłaszcza że jak ustaliliśmy auto o oczekiwanych parametrach -brązowa Toyota Hilux w spełniającej wytyczne specyfikacji wersji AT35 z wyciągarką - było prezentowane przez dealera marki przed Uniwersytetem Bielsko-Bialskim w... marcu podczas olimpiady motoryzacyjnej. Pojawiły się wątpliwości, czy specyfikacja zamówienia nie została „skrojona” pod istniejący już pojazd.

Ostatecznie w przetargu nie zgłosiła się żadna firma i w poniedziałek przetarg został unieważniony.

bak

Zdjęcie: Jędrzej Pisarek/UBB