Fachowiec na ławce i drogi system od sponsora. Kosmiczna technologia pomaga „Góralom”
Od kilku tygodni na tabelę patrzy się pod Klimczokiem z większą przyjemnością. Po miesiącach beznadziei i oglądania zespołu, który wyraźnie się dusił, Podbeskidzie w końcu pokazuje potencjał. Drużynie brakowało fachowca na ławce trenerskiej, a Marcin Włodarski nie tylko poukładał zespół, ale pomaga mu coś jeszcze - mały gadżet na nadgarstkach piłkarzy, który początkowo wywołał w szatni mały opór.
Kiedy trener Krzysztof Brede wracał do Bielska-Białej, wielu liczyło na powtórkę sprzed lat. Rzeczywistość okazała się dość łatwa do przewidzenia. Zespół pod jego wodzą grał grubo poniżej oczekiwań, a kibice po każdym kolejnym meczu musieli słuchać mętnych tłumaczeń, z których niewiele wynikało.
Dopiero pojawienie się w klubie Marcina Włodarski sprawiło, że Podbeskidzie gra ofensywie, wysokim pressingiem, a do tego przyszły wyniki - w 11 ostatnich meczach zgarneło 21 punktów, pakując rywalom 26 bramek. Bilans? Sześć wygranych, trzy remisy i tylko dwie porażki. Gdyby liga zaczęła się w dniu debiutu nowego trenera, Podbeskidzie byłoby dziś piąte, tracąc „oczko” do miejsca premiowanego awansem.
Za tą metamorfozą stoi nie tylko zmiana mentalna, ale i technologia. Edward Łukosz wyłożył kilkadziesiąt tysięcy złotych na system Whoop, który miał wycisnąć z zawodników maksimum formy. Choć opaski kupiono jeszcze za czasów Bredego, to leżały na półce. Były trener chciał je wprowadzić, ale napotkał opór.
Piłkarze krzywili się na myśl o całodobowej kontroli, a komunikacja na linii trener-drużyna wyraźnie szwankowała. Impas przełamał dopiero Włodarski. Dogadał się z zespołem i sprawił, że zawodnicy spojrzeli na opaski, jak na narzędzie, które pomoże im osiągnąc lepszą formę i wygrywać mecze.
Czym jest ten tajemniczy sprzęt? Whoop to monitor aktywności, który na pierwszy rzut oka wygląda dość dziwnie, bo nie ma nawet wyświetlacza. W rzeczywistości to zaawansowane urządzenie, które uczy się organizmu każdego piłkarza z osobna. System śledzi tętno, temperaturę ciała, a nawet zmienność rytmu serca. Dzięki temu sztab codziennie dostaje szeroki zakres informacji o dyspozycji zawodnika.
Największy „haczyk” polega na tym, że urządzenie trzeba nosić 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nawet ładowanie odbywa się bez zdejmowania paska z ręki. Początkowo w szatni pewnie nie brakowało żartów o inwigilacji, a piłkarze początkowo mogli czuć się nieswojo z myślą, że klub „wie o nich wszystko”.
Dzisiejsze wyniki pokazują, że profesjonalizm w każdym detalu daje efekty, a Podbeskidzie w końcu zaczęło grać na miarę oczekiwań swoich sponsorów - mieszkańców Bielska-Białej. Połączenie trenerskiego nosa Włodarskiego z technologicznym wsparciem ufundowanym przez Edwarda Łukosza przynosi efekty.
bak
Oceń artykuł:
63 17