Warsaw Enterprise Institute opublikował kolejną edycję „Czarnej Księgi” wydatków publicznych. Wśród niemal 50 przykładów marnotrawstwa z całej Polski, które pochłonęły miliony złotych i okazały się kompletnym fiaskiem, znalazła się zapora w Wilkowicach. Jej koszt budowy i konieczna rozbiórka kosztowała ok. 9 mln zł.

Zbiornik, określany przez autorów jako „tykająca bomba”, znalazł się w tym niechlubnym towarzystwie obok portów-widm i słynnych szaletów w szczerym polu. „Czarna Księga” nie jest suchym raportem, ale elementem szerszego plebiscytu. Na stronie instytutu każdy może wskazać trzy najbardziej irytujące inwestycje, a „zwycięzca” tego wstydliwego rankingu otrzyma symboliczną nagrodę - słomianego misia.

Historia zbiornika w Wilkowicach sięga jeszcze 1999 roku, kiedy to gmina wpisała inwestycję do swojej strategii. Zapora miała zapewnić mieszkańcom wodę pitną oraz skuteczną ochronę przeciwpożarową. Roboty budowlane ruszyły dekadę później, w grudniu 2009 roku, ale od początku proces budził kontrowersje.

Jak wynika z dokumentacji, prace prowadzono w sposób, który już na starcie narażał cały projekt na porażkę. Ostatni raport NIK oraz wcześniejsze ekspertyzy punktują błędy, o których dziś mówi cała Polska. Okazało się, że kluczowa dokumentacja geologiczno-inżynierska została przygotowana w czasie długotrwałej suszy. Zabrakło w niej jakichkolwiek informacji o tym, jak podłoże zachowa się podczas ulewnych deszczy.

Co więcej, wykonawca nie przerwał prac w trakcie opadów, formując korpus w niekorzystnych warunkach, co jest jawnym złamaniem procedur budowlanych. Plac budowy nie był odpowiednio zabezpieczony przed wezbraniami potoku Wilkówka, co tylko dopełniło obrazu chaosu. Pierwsze sygnały, że inwestycja za ponad 6 milionów złotych jest nieszczelna, pojawiły się już w 2013 roku podczas próbnego napełniania. Inspektor nadzoru stwierdził wtedy przecieki w korpusie zapory oraz na styku z przepławką dla ryb.

W trakcie opadów w 2019 roku zapora wymusiła ewakuację 120 mieszkańców z obawy przed przerwaniem wałów. Ostatecznie obiekt musiał zostać rozebrany, co kosztowało kolejne ponad 2 miliony złotych.

Inwestorem budowy zapory był Śląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Katowicach, który został rozwiązany z początkiem 2018 roku. Prokuratura w Bielsku-Białej umorzyła śledztwo ws. nieprawidłowości.

bb