Ministerstwo wyciąga z szuflady projekt, który ma przywrócić samorządom prawo do stawiania fotoradarów. Na początek urządzenia pojawią się w 16 miastach wojewódzkich, ale docelowo system może wrócić do mniejszych gmin. Nieco ponad 10 lat temu w Bielsku-Białej działało urządzenie, które rejestrowało przejazdy na czerwonym świetle. Po kilkumiesięcznych testach ustawiono je przy dworcu, a koszt zakupu fotoradaru zwrócił się w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Jego los zakończyła kolizja z samochodem ciężarowym, co zbiegło się w czasie ze zmianą przepisów.

Samorządy od lat domagają się powrotu przepisów, które znów pozwalałyby im montować fotoradary. Przepisy, które odebrały im to prawo weszły w życie na początku 2016 roku w następstwie raportu Najwyższej Izby Kontroli, która uznała, że gminy montują urządzenia nie z pobudek poprawy bezpieczeństwa, a łatania dziury w samorządowej kasie. Niedawno temat wywołała interpelacja poselska Lewicy. 

Najpierw testy w miastach wojewódzkich

Nową koncepcję ujawnił wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec. Resort zakłada, że samorządy znów będą mogły finansować fotoradary z własnej kieszeni, ale systemem zarządzać będzie Generalny Inspektorat Transportu Drogowego. To organ administracji rządowej, w ramach którego działa CANARD.

Komórka nadzoruje działanie blisko pół tysiąca fotoradarów, ponad 40 mobilnych urządzeń rejestrujących, ponad 70 urządzeń do odcinkowego pomiaru prędkości, a także 50 urządzeń rejestrujących wjazd na czerwonym świetle w całej Polsce. Jedno z nich działa na skrzyżowaniu na Sarnim Stoku w Bielsku-Białej.

- Wstępna koncepcja wypracowana podczas przedmiotowych spotkań dotyczyła przeprowadzenia programu o charakterze pilotażowym, przewidującego możliwość zakupu oraz instalowania urządzeń rejestrujących przez samorządy na obszarach 16 miast wojewódzkich – napisał wiceminister Bukowiec.

- Po upływie dwóch lat od rozpoczęcia pilotażu miałaby zostać przeprowadzona jego ewaluacja oraz ewentualne rozszerzenie programu poza 16 miast wojewódzkich, na mniejsze samorządy – w przypadku potwierdzenia skuteczności zainstalowanych urządzeń rejestrujących w dążeniu do poprawy bezpieczeństwa na drogach samorządowych - dodaje. Wcześniej uchwalona musi zostać nowelizacja prawa.

Z ubezpieczenia wybrukowano plac wokół komendy

Przed laty fotoradar działał na ulicach Bielska-Białej. Po kilkumiesięcznych testach, na początku 2015 roku urządzenie zainstalowano u zbiegu ulic Piastowskiej i Warszawskiej. Fotoradar wyłapywał średnio 40 kierowców tygodniowo, którzy wjeżdżali na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Mandaty w wysokości od 300 do 500 zł sypały się gęsto, a inwestycja warta około 200 tys. zł bardzo szybko się zwróciła.

Miasto planowało rozszerzenie systemu. Wspólnie z policją wytypowano trzy kolejne skrzyżowania do karania kierowców lekceważących czerwone światło. Urządzenia planowano zainstalować na skrzyżowaniach ulic Warszawska, Sarni Stok i Kwiatkowskiego, alei gen. Andersa z ulicą Michałowicza oraz ulic Piłsudskiego z Wyzwolenia. Do realizacji planów (z wyjątkiem skrzyżowania na Sarnim Stoku, gdzie stanęły urządzenia systemu CANARD) nie doszło, bo w międzyczasie zmieniły się przepisy, a gminy straciły przywilej.

Z kolei historia fotoradaru przy dworcu skończyła się spektakularną kolizją jesienią 2015 roku, gdy sprzęt został po prostu skasowany przez samochód ciężarowy z naczepą. Ubezpieczyciel wypłacił miastu ponad 200 tys. zł, a odszkodowanie ostatecznie poszło na... wybrukowanie placu wokół komendy strażników. 

Bartłomiej Kawalec
[email protected]