„Wąskie gardło” na S1 zostanie na dłużej. GDDKiA wyjaśnia powód utrudnień i podaje termin naprawy
Kierowcy codziennie podróżujący S1 w kierunku Żywca tracą cierpliwość. Od ponad miesiąca tuż przed węzłem Mikuszowice ruch jest utrudniony przez zajęcie jednego pasa jezdni. W godzinach szczytu tworzą się tam uciążliwe zatory, które wydłużają czas przejazdu o kilkanaście minut. Frustrację podróżnych potęguje widok pustego placu budowy – mimo rozstawionych pachołków i ograniczeń prędkości, na drodze nie widać ani robotników, ani ciężkiego sprzętu. Przyczyną jest niewidoczna, ale kluczowa usterka dylatacji mostu, a taki stan rzeczy niestety jeszcze trochę potrwa.
Powód wprowadzenia zwężenia jest poważniejszy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Jak poinformowała naszą redakcję Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, doszło do awarii urządzenia dylatacyjnego. Element ten, po kilkunastu latach intensywnej eksploatacji, po prostu pękł.
Pas zamknięty, ekip nie widać
Choć uszkodzenie szczeliny w jezdni na pierwszy rzut oka może wydawać się drobnostką, w rzeczywistości uniemożliwia ono bezpieczny przejazd pojazdów, zwłaszcza tych o dużej masie, których na drodze ekspresowej nie brakuje. Dylatacja to w dużym uproszczeniu specjalistyczna konstrukcja montowana w przerwach obiektów mostowych i wiaduktów. Pozwala ona na swobodną „pracę” całego obiektu.
Konstrukcje inżynierskie pod wpływem zmian temperatury – od siarczystych mrozów po letnie upały – wydłużają się lub skracają. Dodatkowo most reaguje na ogromne obciążenia generowane przez tysiące przejeżdżających samochodów, w tym ciężarowych. Bez sprawnie działającej dylatacji konstrukcja wiaduktu mogłaby ulec niekontrolowanym pęknięciom, co zagrażałoby stabilności całego obiektu.
W wiadomościach do redakcji czytamy, że mimo zwężki na jezdni nic się nie dzieję. - Jeżdżę tam praktycznie codziennie, jeszcze nikogo nie widziałam - pisze mieszkanka powiatu bielskiego korzystająca z S1.
Powód jest prozaiczny i kryje się w specyfice urządzeń dylatacyjnych. Pas zamknięto ze względów bezpieczeństwa, a dylatacji nie można dostać „od ręki”. Każda jest projektowana i wykonywana niemal „na miarę” dla konkretnego obiektu mostowego. Musi uwzględniać parametry techniczne wiaduktu.
Projektowanie i produkcja trochę potrwa
Jak zapewnił naszą redakcję nam zarządca S1, obecnie prowadzone są prace przygotowawcze związane z zamówieniem nowej dylatacji. Konieczne jest stworzenie projektu nowego urządzenia, a następnie zlecenie jego produkcji w specjalistycznym zakładzie. Dopiero gdy nowa dylatacja zostanie fizycznie dostarczona na plac budowy, będzie można przystąpić do wycięcia uszkodzonego elementu i montażu nowego.
Niestety, wieści dotyczące terminu przywrócenia pełnej przejezdności nie są pocieszające. Procedury projektowe i produkcyjne wymagają czasu. GDDKiA wskazuje, że dokładny termin zakończenia prac zostanie określony dopiero po ustaleniu pełnego zakresu robót, jednak wstępne założenia są mało optymistyczne dla osób stojących w korkach. Przewiduje się, że prace zostaną zakończone dopiero w III kwartale.
Kierowcy muszą przygotować się na co najmniej kilka miesięcy jazdy z „wąskim gardłem” przed węzłem Mikuszowice. Sytuacja ta jest szczególnie uciążliwa w kontekście nadchodzącego sezonu turystycznego.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
18 69