Nocleg na izbie wytrzeźwień w cenie dobrego, czterogwiazdkowego hotelu? Bielscy radni zajmą się projektem uchwały, który podnosi opłatę. Choć nowa stawka uderzy po kieszeni amatorów mocnych trunków, to miasto i tak do interesu dopłaci, bo realne koszty „opieki” nad nietrzeźwymi są znacznie wyższe niż ustawowe limity.

Mechanizm podwyżki jest prosty i wynika z corocznej waloryzacji. Minister Zdrowia ogłosił właśnie nową, maksymalną stawkę za pobyt w placówkach tego typu, biorąc pod uwagę inflację. W ślad za tymi wytycznymi idzie Ratusz. Obecnie za dobę spędzoną przy ul. Miarki w Bielsku-Białej trzeba zapłacić 453 zł. Jeśli radni przyjmą nową uchwałę, rachunek wystawiany „gościom” wzrośnie do 469 zł, czyli niemal do stawki maksymalnej, która wynosi 469,90 zł. To i tak mniej niż realny koszt szacowany na 541 zł.

Choć cena za nocleg w surowych warunkach wydaje się wygórowana, rzeczywistość ekonomiczna jest zgoła odmienna i nawet po planowanej podwyżce, miasto nadal będzie dofinansowywać pobyt osób nietrzeźwych. Ustawowy limit nie pozwala jednak na pełne pokrycie kosztów funkcjonowania placówki.

Podniesienie stawek to jedno, a realne wpływy do kasy Bielska-Białej to drugie. Nie jest tajemnicą, że ściągalność opłat za pobyt na „izbie” od lat pozostaje na niskim poziomie. Często trafiają tam osoby bezdomne i nadużywające alkoholu, od których wyegzekwowanie jakichkolwiek pieniędzy graniczy z cudem.

bb