Na osiedlu Beskidzkim powrócił spór o wolno żyjące koty. Mieszkaniec twierdzi, że administracja celowo zablokowała dostęp do piwnicy poprzez skrzynkę gazową. Spółdzielnia odpiera zarzuty o złą wolę i tłumaczy, że w grę wchodzi bezpieczeństwo gazowe budynku, a koty mogą wchodzić do piwnicy przez uchylone okienka.

Mieszkaniec w liście do redakcji nie kryje oburzenia, podkreślając, że czworonogi od lat korzystały z tego schronienia przed mrozem, a nagłe odcięcie ich od bezpiecznego miejsca naraża je na wychłodzenie.

Sprawa budzi spore emocje, ponieważ koty wolno żyjące podlegają ustawowej ochronie, a ich obecność w ekosystemie miejskim jest pożądana. Mieszkaniec w swoim liście wskazuje, że dotychczasowe funkcjonowanie zwierząt w tym miejscu nie powodowało konfliktów ani zagrożeń dla lokatorów. Prosi o interwencję, przywrócenie dostępu do dotychczasowego schronienia lub wypracowanie alternatywnego, bezpiecznego rozwiązania, jak chociażby ustawienie ocieplonej budki w uzgodnionym miejscu.

O wyjaśnienie sprawy poprosiliśmy Beskidzką Spółdzielnię Mieszkaniową. Przedstawiciele administracji odpierają zarzuty o złą wolę i wyjaśniają, że zabezpieczenie otworu przy skrzynce gazowej nie było wymierzone w zwierzęta, lecz wynikało z konieczności zachowania bezpieczeństwa technicznego budynku.

Dziura w skrzynce, którą koty wykorzystywały jako przejście, znajdowała się w miejscu, gdzie rura gazowa wchodzi do piwnicy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, takie miejsce musi być bezwzględnie szczelne. Administracja zapewnia, że nie blokuje kotom dostępu do piwnic, a wręcz przeciwnie pozostawia otwarte okna w piwnicach bloków, tak by dziko żyjące koty mogły tam się swobodnie dostawać.

- Spółdzielnia współpracuje z osobami opiekującymi się wolno żyjącymi kotami, między innymi poprzez ustawianie budek dla kotów na terenie całego osiedla. Koty mają alternatywne sposoby dostania się do piwnic, mi.in. przez wskazane wyżej okienka piwniczne - zapewnia kierownik Waldemar Hurkała.

bak