To, co według deklaracji miało być wiatą pasterską, wyrasta na symbol samowoli budowlanej w cennym przyrodniczo obszarze Natura 2000. Choć długo wydawało się, że inwestorka działała w granicach prawa, najnowsze stanowisko Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach zmieniło optykę na inwestycję i stawia dalszą budowę pod znakiem zapytania. Nadzór budowlany w Cieszynie wezwał inwestorkę do natychmiastowego wstrzymania prac i wszczał postępowanie w sprawie legalizacji konstrukcji. To wiąże się z kosztami idącymi w dziesiątki tysięcy złotych.

Spór o inwestycję pod szczytem Błatniej ciągnie się od jesieni, kiedy to na zboczu wylano stopy fundamentowe. Dziś, po kilku miesiącach, turystom zmierzającym żółtym szlakiem na szczyt ukazuje się prawie gotowy drewniany budynek z okazałym tarasem. Historia tej budowy to ciąg urzędowych uników.

RDOŚ wskazuje na potrzebę raportu

Inwestorka pierwotnie starała się o pozwolenie na budowę, ale Starostwo Powiatowe w Cieszynie - właściwe dla terenu gminy Brenna, na którym wznoszony jest obiekt - wydało decyzję odmowną. Kobieta nie udokumentowała prowadzenia działalności rolniczej. Ostatecznie inwestycja ruszyła, bo właścicielka wykorzystała zapis w prawie i postanowiła wznieść wiatę o powierzchni zabudowy do 35 mkw. Na taki obiekt nie tylko nie trzeba posiadać pozwolenia, ale nie ma nawet obowiązku zgłaszania zamiaru budowy.

I choć długo wydawało się, że inwestorka działa w ramach i w granicach prawa, to początkiem roku doszło do zwrotu, który może sprawić, że inwestycja nie zostanie ukończona. Wszystko za sprawą opinii wydanej przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Katowicach, o którą już we wrześniu, po pierwszej wizycie na placu budowy, zwrócił się nadzór budowlany w Cieszynie. Wymiana pism trwała trzy miesiące, w trakcie których na fundamentach, mimo zimowej aury, zdążyła wyrosnąć drewniana konstrukcja ścian i dachu.

W ocenie inspektorów RDOŚ w Katowicach dla inwestycji zasadne jest przeprowadzenie procedury oceny oddziaływania na środowisko, która pozwoli na ocenę wpływu przedsięwzięcia na obszar Natura 2000. Stanowisko to nie jest wiążące dla nadzoru, ale powinno zostać uwzględnione w toku postępowania.

- Analizując potencjalne oddziaływanie inwestycji na obszar Natura 2000, należy uwzględnić nie tylko etap jej realizacji oraz powierzchnię zajmowaną przez powstający obiekt, ale również późniejsze oddziaływania związane z jego funkcjonowaniem, w tym zagospodarowanie terenu, infrastrukturę techniczną, transport oraz sposób użytkowania terenu - mówi naszej redakcji Natalia Zapała, rzecznik prasowa RDOŚ.

To wciąż jest tylko i aż wiata

- Na obecnym etapie nie można wykluczyć znaczącego negatywnego oddziaływania przedsięwzięcia na obszar Natura 2000 - dodaje rzecznik prasowa instytucji ochrony środowiska z Katowic. A skoro tak - mówi Zbigniew Brudny, szef nadzoru budowlanego w Cieszynie - to budowa nawet wiaty wymaga pozwolenia na budowę. Inspektorzy ponownie pojawili się na zboczu Błatniej i nakazali wstrzymanie budowy.

Rozmiary obiektu budzą kontrowersje. Turyści zwracają uwagę, że konstrukcja przypomina rozmiarem sporej wielkości dom, ale szef nadzoru budowlanego tłumaczy, że w świetle przepisów prawa budowlanego konstrukcja nadal jest wiatą, bowiem budynek nie posiada czwartej przegrody od strony polany.

Nadzór wszczał postępowanie administracyjne w sprawie legalności budowli. Inwestorce będzie przysługiwało zażalenie do Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, ale przy tak twardym stanowisku RDOŚ i stwierdzeniu naruszenia procedur środowiskowych stoi na straconej pozycji.

Pozostaje kwestia legalizacji samowoli. To procedura nie tylko długotrwała, ale i bardzo kosztowna - opłata za próbę zalegalizowania takiego obiektu może wynieść nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. A jeśli raport oddziaływania na środowisko wykaże, że budynek szkodzi Naturze 2000, inwestorka może zostać zmuszona do przywrócenia terenu do stanu pierwotnego, czyli rozbiórki prawie gotowej wiaty pasterskiej.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]