W piątek mieszkańcy Bystrej z niepokojem obserwowali ruch służb ratunkowych na sygnałach. Powodem interwencji było nagłe zatrzymane krążenia, a w okolicy nie było wolnej karetki. Do akcji ruszyli strażacy, a kluczowa okazała się postawa świadków.

- Dwa wozy strażackie, dwa radiowozy, potem karetka, wszystko pędziło na sygnałach. Coś się wydarzyło w Bystrej. Dymu nie widać - dwie wiadomości o podobnej treści otrzymaliśmy w piątkowe popołudnie od mieszkańców powiatu bielskiego. Powodem interwencji było nagłe zatrzymanie krążenia.

Do zdarzenia doszło przed godz. 17.00 na ul. Klimczoka w Bystrej. Sytuacja była krytyczna nie tylko ze względu na konieczność reanimacji osoby, ale także z powodu braku dostępnych w tamtym momencie zespołów ratownictwa medycznego. W tej sytuacji na miejsce natychmiast zadysponowano strażaków, którzy są przeszkoleni w zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy. Jako pierwsi do akcji ruszyli druhowie z pobliskiej OSP Bystra, wspierani przez zastęp z JRG 1 w Bielsku-Białej oraz dwa patrole policji.

Jak jednak informują druhowie, kluczową rolę w działaniach ratunkowych odegrali świadkowie zdarzenia. - Na wyrazy uznania zasługują działania podjęte przez świadków zdarzenia, którzy jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych zabezpieczyli poszkodowanego oraz podłączyli AED przyniesiony z budynku szkoły - przekazuje OSP Bystra. Kilka minut po dojeździe strażaków, na miejsce dotarł także ambulans.

Piątkowe wydarzenia pokazały, jak ważna jest znajomość zasad pierwszej pomocy oraz dostęp do urządzeń AED w przestrzeni publicznej. Postawa, jaką wykazali się mieszkańcy Bystrej, zasługuje na uznanie.

bb