Donald Tusk mówił o „ordynarnym fałszerstwie”, prokuratura ma inne zdanie. To był ludzki błąd
Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej umorzyła śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy liczeniu głosów w drugiej turze wyborów prezydenckich. Mimo potwierdzenia, że w dwóch komisjach doszło do zamiany setek głosów między kandydatami, śledczy uznali zdarzenia za wynik błędu ludzkiego, a nie fałszerstwa. Decyzja ta może budzić kontrowersje w kontekście działań innych prokuratur, które w podobnych przypadkach decydowały się nawet na stawianie zarzutów.
– Doszło do ordynarnego fałszerstwa – tak błędy w dwóch bielskich komisjach wyborczych kilka miesięcy temu skomentował premier Donald Tusk. Zupełnie inaczej na sprawę spojrzała bielska prokuratura.
W styczniu śledztwo dotyczące nieprawidłowości w liczeniu głosów podczas drugiej tury wyborów prezydenckich zostało prawomocnie umorzone przez Prokuraturę Okręgowa w Bielsku-Białej. Postępowanie dotyczyło m.in. nieprawidłowości w dwóch bielskich komisjach. I choć błędy były, to śledczy nie znaleźli dowodów, by członkowie działali celowo. A skoro tak, to nie doszło do przestępstwa.
Błędy były, ale to nie było fałszerstwo
W obu bielskich komisjach doszło do zamiany sporej liczby głosów pomiędzy kandydatami. Na osiedlu Karpackim wyniki po prostu odwrotnie wpisano do protokołu. Z kolei na Górnym Przedmieściu pakiet 160 głosów oddanych na Rafała Trzaskowskiego został błędnie przypisany Karolowi Nawrockiemu.
Udało się to ustalić dzięki decyzji Sądu Najwyższego, który nakazał ponowne przeliczenie głosów. Wyroki z kartami wyborczymi pod eskortą policji przewieziono do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej, gdzie w posiedzeniu niejawnym brali udział sędziowie i prokurator. Ponowne liczenie głosów było nagrywane.
Później przez ponad pół roku prokuratura ustalała czy doszło do przestępstwa. Czynności realizowano pod kątem przepisów dotyczących użycia podstępu w celu nieprawidłowego sporządzenia dokumentów wyborczych i możliwych nadużyć przy liczeniu głosów. Za ich popełnienie grożą nawet 3 lata więzienia.
Zebrany materiał dowodowy, to głównie przesłuchania świadków, czyli członków komisji wyborczych. W sprawie nie powoływano żadnych biegłych. Decyzja bielskich śledczych o umorzeniu postępowania może budzić uzasadnione kontrowersje, gdy zestawimy ją z działaniami prokuratur w innych regionach.
Inne prokuratury nawet stawiają zarzuty
I tak, w Prokuraturze Okręgowej w Opolu, gdzie badano podobne mechanizmy „zamiany” głosów w wyborach prezydenckich, śledczy nie byli tak pobłażliwi. W świetle poczynionych ustaleń zarzut nadużycia oraz niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego usłyszeli przewodnicząca jednej z komisji w Olesnie oraz zastępca przewodniczącego komisji w Strzelcach Opolskich. Grozi im do trzech lat więzienia.
Zarzuty stawiała także Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga za błędy w komisji w Otwocku. Z kolei Prokuratura Okręgowa w Szczecinie, która badała błędy w jednej z komisji w Międzyzdrojach wybrała jeszcze inną drogę. Śledczy potwierdzili liczne zaniechania i niedopełnienie obowiązków przez osoby liczące głosy i nie mieli wątpliwości, że doszło do przestępstwa, a swoim zachowaniem godzili się na przyjęcie w protokole głosowania nieprawdziwej liczby oddanych głosów na poszczególnych kandydatów na prezydenta.
Prokurator uznał jednak, że w sprawie zachodzą przesłanki umożliwiające warunkowe umorzenie postępowania karnego prowadzonego wobec podejrzanych – członków komisji wyborczej. Za skierowaniem takiego wniosku przemawiać miały warunki i właściwości osobiste sprawców. Tym samym prokurator zawnioskował wobec nich o warunkowe umorzenie postępowania karnego na okres próby jednego roku, orzeczenie nawiązki na rzecz Funduszu Pomocy pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
64 66Komentarze 27
