W piątek z mapy Bielska-Białej zniknął punkt, który dla wielu był czymś znacznie więcej niż tylko sklepem. Po niemal trzech dekadach działalności podwoje zamknęła legendarna Księgarnia Klimczok, która w symbolicznym momencie, gdy władze miasta dumnie głoszą się Polską Stolicą Kultury, nie wytrzymała próby czasu.

Dla wielu to koniec pewnej epoki. Artur Berdarich, stały bywalec i przyjaciel tego miejsca, w przejmujących słowach opisuje pustkę, jaka pozostaje w tkance miasta. Bielszczanin w osobistym stylu wspomina, że Księgarnia Klimczok była enklawą normalności w świecie zdominowanym przez wielkie sieciówki.

– Takie miejsca właśnie znikają. Odchodzą w ciszy, jakby wstydziły się swojej skromności, poprawności i zwykłości. Utrwalone w tradycji i wiedzy, nie pasują do współczesnego, dziwnego świata. Nienasyconego, sztucznego i jakoś fałszywego. Tam czuło się pasję, zorientowanie i potrzebę swoich klientów. Nie spotkałem tam kabelków do telefonów, kolorowych kubków, pluszowych maskotek czy perfum. I ciastek (!) – wylicza.

W osobistym wspomnieniu wybrzmiewa prawdziwa tęsknota za autentycznością. Dla mieszkańca wizyty w Księgarni Klimczok prowadzonej przez Helenę i Piotra Filków oraz zawsze pomocny i fachowy personel były rytuałem budowanym przez trzy dekady. To tam jego córki wybierały swoje pierwsze bajki, a on sam szukał „wydawniczych cymesów” o historii Bielska i Białej. Artur Berdarich wspomina również charakterystyczne detale, które budowały duszę księgarni. Jednym z nich był wiszący portret Franciszka Józefa.

Bielszczanin zwraca uwagę na smutny paradoks i fakt, że Księgarnia Klimczok zamyka się w roku, w którym władze miasta dumnie i niemal na każdym kroku akcentują, że Bielsko-Biała jest pierwszą Polską Stolicą Kultury. – Rodzinne księgarnie właśnie wymierają, stając się niezauważoną ofiarą, podobno rozwojowych czasów. Swoiste, że w tym roku Bielsko-Biała nosi tytuł Polskiej Stolicy Kultury – zauważa autor.

Piątek, ostatni dzień działalności był dla pracowników i klientów trudny. Berdarich opisuje poruszenie starszego, pochylonego czasem mężczyzny, który ze smutkiem pytał: Gdzie ja będę teraz przychodzić? Bo do Księgarni Klimczok nie przychodziło się tylko po zakupy – tam się po prostu bywało i rozmawiało.

– Zerkam na książki w moich biblioteczkach. Niezmiennie z myślą, że niemal wszystkie pochodzą z tej księgarni. Gdzieś pomiędzy kartkami książek, plącze się zagubiony paragon, a firmowa, księgarniana reklamówka, awansowała do swoistej, miejskiej pamiątki. A przecież jest jeszcze „klimczokowa” zakładka. Tego miejsca, będzie mi zwyczajnie brakować. Ta tęsknota będzie gdzieś cicho tkwić, ujawniając się z chwilą, kiedy będę chciał kupić następną książkę. Tylko gdzie? W internecie? Czyli jak? Bez rozmowy, bez słów i uśmiechu? Bez dzień dobry, dziękuję, do widzenia, do zobaczenia. Bez zapachu... – kończy wspomnienie.

bb

Zdjęcie: Artur Berdarich