Medalista w Ratuszu i fala krytyki. Sprawdzamy, jak miasto wspierało Kacpra Tomasiaka
Przyjęcie medalisty olimpijskiego przez prezydenta Jarosława Klimaszewskiego wywołało w sieci falę komentarzy. Wielu mieszkańców sugerowało, że miasto przypomniało sobie o Kacperze Tomasiaku dopiero teraz, w chwili jego wielkiego sukcesu, a oliwy do ognia dolały sugestie o brak skoczni narciarskiej w Bielsku-Białej. To dobry moment, by wyjaśnić zagadkę niewielkiego obiektu na granicy gmin.
Burza rozpętała się po środowej wizycie Kacpra Tomasiaka w Ratuszu, gdzie gratulacje i podziękowania za zdobycie trzech medali igrzysk olimpijskich złożył m.in. prezydent Klimaszewski, starosta Andrzej Płonka i wójt Wilkowic Maciej Mrówka. W mediach społecznościowych padały pytania ile prezydent dał na jego szkolenie albo sugestie, że w mieście nie ma nawet skoczni, ale politycy wypinają pierś po sukcesie.
Z danych uzyskanych w bielskim magistracie wyłania się obraz systematycznego, choć dla wielu skromnego wsparcia, które towarzyszyło Tomasiakowi na różnych etapach jego kariery. Pierwsze wsparcie finansowe trafiło do młodego skoczka w 2020 roku, kiedy to za wyniki osiągnięte rok wcześniej Kacper Tomasiak mógł liczyć na wsparcie rzędu 650 złotych miesięcznie. Kwota ta ewoluowała wraz z formą zawodnika.
Po krótkiej przerwie w wypłatach, w 2023 roku stypendium wzrosło do 850 zł miesięcznie, by w kolejnym roku osiągnąć pułap 1260 zł miesięcznie. Co ciekawe, w ubiegłym roku nastąpił spadek do kwoty 650 zł, a w bieżącym roku, miesięczne wsparcie z kasy miasta to 780 zł. Dużo czy nie? Każdy niech oceni sam.
Warto przy tym pamiętać, że samorząd nie jest jedynym filarem budżetu sportowca. Tomasiak korzystał również z funduszy Ministerstwa Sportu i Turystyki, Instytutu Sportu oraz Kuratorium Oświaty w Katowicach.
Przy okazji dyskusji o finansach powrócił temat infrastruktury, a konkretnie rzekomego braku skoczni w Bielsku-Białej. Rzeczywistość okazuje się tu niezwykle ciekawa pod względem geograficznym.
Choć potocznie mówi się o skoczni w Bystrej, obiekt ten jest... transgranicznym ewenementem. Granica administracyjna Bielska-Białej i gminy Wilkowice przebiega dokładnie przez konstrukcję skoczni. Podczas gdy wieża najazdowa stoi w Bystrej, to już próg i cały zeskok znajdują się w granicach naszego miasta.
To właśnie ten specyficzny układ wymusił szeroką współpracę przy niedawnym remoncie obiektu, który kosztował ponad 2,5 mln zł. Inwestycja była możliwa dzięki wspólnemu wysiłkowi finansowemu i dotacji miasta Bielsko-Biała, Powiatu Bielskiego oraz wsparcia rządowego i gminy Wilkowice, która dodatkowo wzięła na siebie kwestie proceduralne. Z obiektu na co dzień korzysta klub LKS Klimczok Bystra.
bak
Oceń artykuł:
136 89
Brawo Klimaszewski jego ekipa z ratusza, wiecie jak ustawiać priotytety!!!!