Mieszkańcy skarżą się na hałas i małą ilość ekranów przy otwartej S1. GDDKiA każe czekać na analizy
Nowa droga S1 miała usprawnić komunikację ze Śląskiem, jednak dla wielu mieszkańców żyjących w pobliżu nowej trasy szybkiego ruchu momentalnie stała się zmorą. W tle sporu jest „ślepa” droga serwisowa w Starej Wsi, ale przede wszystkim hałas generowany przez pojazdy i brak ekranów akustycznych wokół znacznej liczby zabudowań. Problem dotyka już nie tylko mniejszych miejscowości, ale i część Bielska-Białej, gdzie w imieniu mieszkańców interpelowała radna Anita Szymańska.
Otwarcie odcinka budowanej od ponad trzech lat drogi S1 na odcinku z Hałcnowa do Dankowic miało miejsce przed świętami. Co prawda w ograniczonym zakresie, ale kierowcy pojazdów do 3,5 tony mogą swobodnie korzystać z nowej trasy w kierunku Oświęcimia. W przeciwnym kierunku z trasy korzystać może tranzyt. Dla wielu mieszkańców, zamiast radości z nowej inwestycji, pojawiły się poważne uciążliwości.
Komu służy ten układ komunikacyjny
Do redakcji wpłynął w tej sprawie list od mieszkanki Starej Wsi, która wskazuje na drogową pułapkę i nieprzemyślany układ drogi serwisowej, która prowadzi... w pole. Jadąc ulicą Społeczną, kierowcy mogą wjechać na asfaltową serwisówkę wzdłuż S1. Ale po pokonaniu 1200 m asfalt kończy się nieprzejezdnym fragmentem ulicy Granicznej. W trakcie opadów śniegu odcinek serwisówki „donikąd” jest odśnieżany.
– Komu ma służyć ten układ komunikacyjny? Tereny wzdłuż ślepej drogi mają przeznaczenie rolnicze, nowa zabudowa raczej tam nie powstanie, chyba że ktoś kiedyś chciałby zamieszkać przy S1? – pyta mieszkanka.
– Droga serwisowa powinna mieć swoje połączenie z ul. Pisarzowicką w Janowicach, z wylotem przed wiaduktem. Z niezrozumiałych przyczyn bieg ulicy serwisowej został przerwany rowami melioracyjnymi oraz zagrodzony płotami. Kierowcy, wjeżdżając na tę drogę jeszcze w Starej Wsi, liczą na szybki dojazd do Janowic, a pokonują niepotrzebnie tam i z powrotem blisko 2,5 km – tłumaczy mieszkanka Starej Wsi.
Życie w hałasie 150 metrów od drogi
Problem nie kończy się na błędnym oznakowaniu. S1 udostępniona jest częściowo, a coraz głośniej – dosłownie i w przenośni – robi się wokół kwestii hałasu. Sytuacja osób żyjących w sąsiedztwie nowej trasy jest coraz gorsza – wielu z nich zostało pozostawionych bez żadnej ochrony akustycznej w odległości zaledwie 150 metrów od jezdni. Prowizoryczne pomiary w ogrodach wskazują około 55 decybeli, a sytuację pogarsza wyniesienie drogi na nasypie oraz wycięcie lasu, który stanowił naturalną barierę.
– Stojąc w oknie lub na tarasie, można robić statystykę pojazdów, gdyż widać je jak na dłoni. Ciężko sobie wyobrazić funkcjonowanie latem przy otwartych oknach – mówi mieszkanka Starej Wsi.

Zarządca drogi S1 tłumaczy, że serwisówka nie kończy się na ostatnich zabudowaniach i jest zimą odśnieżana, bo stanowi dojazd dla służb technicznych do przepustu. W odpowiedzi na zarzuty mieszkanki pada argument, że została ona połączona z ulicą Graniczną, która jest drogą publiczną. A to, że jest ona w praktyce nieprzejezdna, zdaje się schodzić na dalszy plan, bo to problem jej zarządcy – gminy Bestwina.
– Graniczna może przecież zostać w przyszłości przebudowana i zapewni połączenie drogi serwisowej z ulicą Czernichowską – odpowiada GDDKiA. Zarządca drogi S1 nie widzi przeciwwskazań do postawienia znaku „droga bez przejazdu”, ale zaznacza, że leży to... w gestii zarządcy drogi serwisowej, którym będzie gmina.
Będzie analiza i badanie hałasu
A co z hałasem? – Realizacja budowy drogi S1 była poprzedzona analizami akustycznymi. Ekrany akustyczne zostały wykonane na wszystkich odcinkach drogi, na których występowały przekroczenia dopuszczalnych norm hałasu przy zabudowaniach – zapewnia GDDKiA. Tymczasem problem zdaje się przybierać na sile, bo na uciążliwość nowej drogi skarżą się nie tylko Mieszkańcy Starej Wsi, ale również Hałcnowa.
W ich imieniu interpelację złożyła radna Anita Szymańska, która poprzez prezydenta miasta prosi o konieczność weryfikacji zabezpieczeń akustycznych, podkreślając obawy mieszkańców co do komfortu życia w sąsiedztwie ekspresówki. Sytuacja jest o tyle niepokojąca, że obecne natężenie ruchu na oddanym odcinku S1 to zaledwie ułamek tego, co czeka okolicę w przyszłości. Trasa funkcjonuje obecnie w ograniczonym zakresie, ponieważ wciąż trwa budowa odcinka od Bierunia do Mysłowic.
Gdy tylko cały ciąg zostanie ukończony, na S1 wjedzie pełny tranzyt i znacznie większa liczba pojazdów ciężarowych. GDDKiA uspokaja, że po pełnym oddaniu trasy do użytku zostanie wykonana analiza porealizacyjna. Ma ona wykazać, czy normy hałasu są przekroczone. Jeśli tak – konieczna będzie dobudowa ekranów. Jak pokazuje przykład mieszkańców Mikuszowic, którzy od lat walczą o budowę ekranów wzdłuż S1, oznacza to jednak lata życia w hałasie w oczekiwaniu na pomiary i ewentualne prace budowlane.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
26 47
Jeździłem kiedyś rowerem do pracy w Katowicach ze stacji w Zawodziu do Bogucic. Gdy droga dla rowerów była za ekranem od razu było cicho. Więc ekrany są skuteczne. Tam przy budowie ul. Bohaterów Monte Cassino od razu zbudowano ekrany, by droga nie była uciążliwa dla mieszkańców oś Jerzego Kukuczki. Nikt nie zwodził latami mieszkańców. Pracowałem tam 14 lat, więc dobrze pamiętam budowę tej ulicy i skrzyżowania z ul. Leopolda.