Tajemniczy pochówek żołnierzy, pierwszy taki pogrzeb od pół wieku. Obawiano się prowokacji
Przypadkowe odkrycie na placu budowy w Grodźcu uruchomiło międzynarodową procedurę dyplomatyczną, która kilka tygodni temu miała swój finał na cmentarzu wojennym w Bielsku-Białej. Po prokuratorskim postępowaniu, badaniach antropologicznych i balistycznych, szczątki trzech żołnierzy radzieckich zostały pochowane w obecności kapłana i przedstawiciela rosyjskiej ambasady, kończąc trwające ponad rok śledztwo. To pierwszy taki pochówek w tym miejscu od ponad pół wieku. Nie informowano o nim opinii publicznej, bo obawiano się prowokacji.
Cmentarz wojenny przy ul. Lwowskiej w Bielsku-Białej to miejsce specyficzne. Z pomnikiem żołnierza w szyku bojowym patrzącym w kierunku miasta i dwiema armatami, stanowi milczące świadectwo walk z 1945 roku. Pod koniec ub. roku to milczenie zostało przerwane przez pochówek, o którym wiedzieli nieliczni.
Policja, prokuratorzy, saperzy, biegli
Sprawa swój początek ma w listopadzie 2024 roku. To wtedy w Grodźcu prowadzono prace budowlane. Podczas wykopu operator koparki natrafił na ludzkie szczątki. Na miejsce wezwano policję, a ta powiadomiła prokuraturę. Czynności trwały dwa dni. Brali w nich udział nawet saperzy z Gliwic. Oprócz kości ujawniono kilkanaście mocno skorodowanych elementów metalowych. Były to głównie guziki i sprzączki.
– Niestety, ze względu na stan zachowania nie udało się nic z nich odczytać ani określić ich pochodzenia – mówi naszej redakcji prokurator rejonowy Łukasz Zachura, który prowadził śledztwo. W trakcie prac ujawniono za to inne przedmioty. – Nie znaleźliśmy żadnych strzępków materiałów, ale ujawniona została amunicja i granaty, choć bez żadnej broni – dodaje szef Prokuratury Rejonowej Bielsko-Biała Północ.
Tak zabezpieczony materiał trafił do analizy. Ludzkie szczątki badano w katedrze medycyny sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Zdaniem antropologa ujawniono szkielety co najmniej trzech mężczyzn, którzy w momencie śmierci mieli pomiędzy 25 a 55 lat. Biegli wskazali, że szczątki te prawdopodobnie stanowią szkielety żołnierzy Armii Czerwonej, których zgon nastąpił pod koniec II wojny światowej. Obrażenia na kościach wskazują, że śmierć nastąpiła wskutek eksplozji materiału wybuchowego.
Granaty i naboje do rosyjskiej broni
Aby mieć pewność, że to szczątki czerwonoarmistów, o opinię zwrócono się jeszcze do biegłego z zakresu broni i balistyki, któremu przekazano zabezpieczoną amunicję. Ten ustalił, że przy szczątkach odkryto dwa rodzaje naboi kalibru 7,62 mm. W trakcie walk podczas II wojny światowej były one wykorzystywane do broni radzieckiej, takiej jak karabiny Mosina, PPSz, Maksima czy pistoletu TT, zwanego „tetetką”.
W czasie gdy dowody badali biegli, prokuratura przy pomocy policji poszukiwała osób, które mogły pamiętać walki wojsk niemiecko-radzieckich na Śląsku Cieszyńskim. Udało się przesłuchać dwie kobiety w wieku ok. 90 lat, które były rdzennymi mieszkankami Grodźca i pod koniec wojny miały około dziesięciu lat. Ich zeznania, poza ogólnymi informacjami o walkach prowadzonych w okolicy, nie wniosły niczego do sprawy.
Dla prokuratury dwie opinie biegłych były jednak wystarczające i wiosną ubiegłego roku śledztwo umorzono, uznając, że odnalezione szkielety to pozostałości po działaniach wojennych. Wtedy ruszyła procedura dyplomatyczna, która trwała dłużej niż samo śledztwo i objęła najwyższe szczeble władzy.
Informacje o szczątkach żołnierzy trafiły do Prokuratury Krajowej, a dalej kanałami dyplomatycznymi poprzez Ministerstwo Spraw Zagranicznych do ambasady rosyjskiej. Ostatecznie kwestia pochówku szczątków spoczęła na stronie polskiej, a konkretniej na wojewodzie. Ten, wypełniając przepisy ustawy o grobach i cmentarzach wojennych zlecił pochówek czerwonoarmistów bielskim urzędnikom.
Obawiano się prowokacji
Ustawa ta zapewnia ochronę państwa dla grobów wojennych, które spełniają określone w niej kryteria. To groby poległych żołnierzy – niezależnie od ich narodowości czy wyznania, a także niezależnie od przynależności do danej armii. Państwo polskie tymi grobami się opiekuje i utrzymuje je na swój koszt.
Choć historia nie pozostawia złudzeń, że wkroczenie Armii Czerwonej nie przyniosło Polsce upragnionej wolności, lecz lata zniewolenia, to przed otwartą mogiłą polityka ustępiła miejsca podstawowym odruchom. Skromny pochówek odbył się 17 listopada ub. roku. Nie było salutu honorowego ani obecności mediów. Udało nam się potwierdzić, że w skromnej uroczystości udział wziął kapłan i przedstawiciel ambasady rosyjskiej, ale nie w randze konsula. Obecni byli także miejscy urzędnicy. Trumna ze szczątkami trzech czerwonoarmistów została złożona w nowym miejscu, poza dotychczasowymi mogiłami zbiorowymi.
To wydarzenie bez precedensu. Z archiwów wynika, że na cmentarzu wojennym nie chowano nikogo od co najmniej 1970 roku. – Ani u nas, ani u wojewody nie zachowały się żadne dokumenty świadczące o tym, by po tej dacie organizowano w tym miejscu jakieś pochówki – mówi nam naczelnik Wiesław Maj. Dlaczego zdecydowano się na tak dyskretną formę? Jak przekazano nam w Ratuszu, obawiano się prowokacji. W niedalekiej przyszłości nowa mogiła ma otrzymać skromną tabliczkę informującą o pochówku.
xxx
Walki o wyzwolenie spod okupacji niemieckiej Bielska i Białej trwały na początku 1945 roku; w połowie lutego w obu miastach zlikwidowano niemieckie punkty oporu. Wiosną front załamał się na Śląsku Cieszyńskim, gdzie wojska radzieckie miały problem z przełamaniem oporu Niemców, a ich stanowiska bombardowano. Podczas walk na Podbeskidziu śmierć poniosło ponad 15 tys. czerwonoarmistów.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Na zdjęciach: naboje i granat znaleziony przy szczątkach, fot. z akt prokuratorskiego śledztwa
Oceń artykuł:
80 15Galeria:
Komentarze 4



