Dziś przed bramą kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach odbyła się pikieta „Solidarności”. Górnicy domagają się respektowania porozumienia. Wypowiedzenia dostało około sto osób, w tym pracownicy, którym brakuje kilku lat do emerytury.

We wtorkowe popołudnie pod kopalnią zgromadziły się tłumy. Syreny, transparenty i okrzyki przypominały o napiętej sytuacji, która w kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach trwa od końcówki ubiegłego roku. Choć bożonarodzeniowy strajk pod ziemią zakończył się porozumieniem, radość była krótkotrwała.

W styczniu w kopalni ogłoszono pogotowie strajkowe. Powód? Wypowiedzenia, które trafiły do rąk górników mimo obietnic zarządcy kopalni i właściciela spółki Bumech o przejęciu wszystkich pracowników oraz deklaracji, że nikt nie zostanie zwolniony. Tymczasem wypowiedzenia z pracy otrzymało około stu osób. 

Zdaniem związkowców, to jawne złamanie umowy społecznej. Jak mówił Grzegorz Babij, przewodniczący „Solidarności” w kopalni Silesia, podczas ubiegłotygodniowych mediacji w Katowicach pracodawca się motał. spotkaniu. – To się w pale nie mieście, żeby facet na stanowisku wypowiedz iał takie słowa. Mówi tak: wiecie, byłem zmęczony, było późno, nie wiem co podpisywałem. Oszuści! Oszuści!- mówił Babij.

– Podjęliśmy takie działania, aby zrobić wszystko, żeby dotrzymano zapisów tego porozumienia. Przyszedł frontalny atak na tych bohaterów, którzy spędzili osiem dni pod ziemią. Pomimo zapisów w tym porozumieniu, że nie będą wyciągane wobec nich żadne dyscyplinarne rzeczy – dzisiaj część tych chłopaków jest na wypowiedzeniach i ma poblokowane wejścia na teren zakładu – dodawał przewodniczący.

Górników w dzisiejszej pikiecie wspierały delegacje z całego kraju. Dziś na protest do Czechowic-Dziedzic przyjechał m.in. Grzegorz Adamowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Na proteście obecny był także znany ze swoich prawicowych sympatii aktywista Robert Bąkiewicz

bb