Na bramach i ogrodzeniach bielskiego zakładu Hutchinson pojawiły się flagi i transparenty. Twający od grudnia spór płacowy wszedł w decydującą fazę. Negocjacje, które dotyczą ponad 800 pracowników, nie przyniosły dotąd przełomu.

Cały proces rozpoczął się na początku grudnia, kiedy to zakładowa „Solidarność” oficjalnie wystąpiła do dyrekcji z postulatem podwyższenia stawki godzinowej o 3,50 zł brutto dla całej załogi. W toku trudnych rozmów związkowcy, wykazując wolę kompromisu, skorygowali swoje oczekiwania do poziomu 3,10-3,30 zł, co realnie przełożyłoby się na wzrost miesięcznych poborów o kwotę w granicach 529-550 zł brutto.

Takie rozwiązanie pozwoliłoby zatrudnionym odczuć poprawę domowych budżetów, ale propozycja, która padła ze strony firmy, została uznana za skrajnie niesatysfakcjonującą. Dyrekcja zaproponowała podwyżkę rzędu 0,40-0,52 zł za godzinę, przy czym związkowcy alarmują, że w znacznej mierze kwota ta nie jest dobrą wolą pracodawcy, lecz ustawowym obowiązkiem wyrównania pensji do nowej płacy minimalnej.

Fiasko ostatnich rokowań, które miały miejsce ponad dwa tygodnie temu, doprowadziło do sporządzenia protokołu rozbieżności, co formalnie zamknęło etap rozmów i otworzyło drogę do procedury mediacyjnej. Sytuację wewnątrz firmy komplikują dodatkowo roszady personalne na najwyższym szczeblu spółki..

Dyrektor zakładu, który od początku brał udział w grudniowych i styczniowych negocjacjach, niespodziewanie odszedł z firmy, a jego następca dopiero wdraża się w skomplikowaną strukturę finansową przedsiębiorstwa oraz analizuje postulaty strony społecznej. Taka próżnia decyzyjna budzi niepokój.

– Zaczekamy, jeśli tak trzeba. Jesteśmy cierpliwi, ale też zdeterminowani, by uzyskać jak najlepsze podwyżki dla załogi. Z pewnością propozycja czterdziestu groszy nikogo nie zadowoli – podkreśla Mieczysław Bienias, szef „Solidarności” w bielskim zakładzie Hutchinsona. Obie strony czekają na mediatora.

bb