Prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej akt oskarżenia przeciwko pilotowi, który w lipcu ubiegłego roku rozbił szybowiec w Aleksandrowicach. Mężczyzna zasiądzie na ławie oskarżonych za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa na dziewczynę jeżdżącą konno po padoku oraz za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Grożą mu trzy lata więzienia.

Śledztwo w sprawie zdarzenia zakończone zostało w styczniu, akt oskarżenia sporządzony został dwa tygodnie temu. Śledczy zgromadzili obszerny materiał dowodowy, w tym zeznania siedmiu świadków oraz specjalistyczne opinie biegłych m.in. z zakresu informatyki śledczej oraz medycyny sądowej.

Główny zarzut dotyczy wydarzeń z 3 lipca ubiegłego roku. 46-latek pilotując szybowiec Diana-4E, doprowadził do awaryjnego lądowania kilkaset metrów przed progiem lotniska w Aleksandrowicach.

Maszyna uderzyła w ziemię na terenie padoku stadniny konnej, zaledwie kilka metrów od nastoletniej dziewczyny, która w tym czasie odbywała lekcję jazdy konnej. Huk rozbijanego szybowca spłoszył konia pokrzywdzonej, co realnie zagrażało jej życiu i zdrowiu. Dodatkowo pilot odpowie za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości, którym przyjechał na lotnisko tuż przed feralnym startem.

Choć pilot nie przyznaje się do winy i odmawia składania wyjaśnień, światło na przyczyny katastrofy rzucił opublikowany przed kilkoma dniami raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Pilot w chwili zdarzenia miał w organizmie ponad 2,3 promila alkoholu. Eksperci ustalili, że podczas rozpędzania maszyny do prędkości 290 km/h doszło do samoczynnego otwarcia hamulców aerodynamicznych.

46-latek w sposób przypadkowy sam potrącił dźwignię hamulców doprowadzając do ich otwarcie. Komisja podkreśliła, że mimo częściowej niesprawności maszyny, bezpieczny powrót na lotnisko w Aleksandrowicach był w pełni możliwy, jednak pilot ze względu na stan nietrzeźwości stracił świadomość sytuacyjną.

Z raportu wynika również, że oskarżony zignorował polecenia inżyniera prób, który drogą radiową nakazywał mu zwrot w stronę pasa startowego. Zamiast tego wykonywał zbędne manewry nad zabudowaniami, co doprowadziło do utraty wysokości i ostatecznego rozbicia maszyny kilkaset metrów przed lotniskiem. Szybowiec został niemal doszczętnie zniszczony. Pilot wyszedł z wypadku z lekkimi otarciami dłoni.

bak

Zdjęcie: raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych