Reorganizacja czy likwidacja? Jakbyśmy tego procesu nie nazwali, zamykanie placówek oświatowych zawsze budzi ogromne emocje i spotyka się z protestami. Tak jest w przypadku likwidacji szkoły przy ul. Broniewskiego w Bielsku-Białej i kilku bielskich przedszkoli. Czy rodzice powinni pogodzić się ze skutkami demografii? A może miasto powinno poszukać oszczędności gdzie indziej? Wybraliśmy się z kamerą na burzliwe spotkanie rodziców z władzami miasta w „Dziewiątce”, by poszukać odpowiedzi. Zapraszamy do obejrzenia reportażu Beskidzkiej TV!



Potrzebny realny dialog

„Dziewiątka” funkcjonuje dziś w dwóch lokalizacjach - przy ulicy Broniewskiego i Piłsudskiego. Od nowego roku szkolnego w szkole na osiedlu Grunwaldzkim mają zostać tylko dzieci z klas II i III, a nabór zostanie wstrzymany. Najstarsze roczniki mają przenieść się na Piłsudskiego. W zwolnionym budynku ma działać szkoła dla dzieci niedosłyszących i z afazją, którym doskwiera ciasnota przy ulicy Kamienickiej.

– Tutaj chodzili nasi dziadkowie, my – rodzice, a teraz nasze dzieci. Ten budynek skupia dwa duże osiedla: Śródmiejskie i Grunwaldzkie. To naprawdę bezpieczna przystań dla naszych dzieci – mówi Anna Kubiczek-Niewiadomy, przewodnicząca rady rodziców Szkoły Podstawowej nr 9 w Bielsku-Białej. – Mamy trzy główne cele: utrzymanie nauki przy Broniewskiego, zablokowanie zmian obwodów szkolnych oraz nawiązanie z władzami miasta realnego dialogu, a nie tylko „odhaczenie” kolejnego spotkania – dodaje.

W spotkaniu wzięli udział również rodzice przedszkolaków. – Przedszkole nr 29 jest jednym z czterech, które znalazły się w planach likwidacyjnych. W ocenie strony społecznej – rodziców, nauczycieli i kierownictwa przedszkola – jest to decyzja nieprzemyślana – mówi Roman Szybiak, przewodniczący rady rodziców w „29”, moderator spotkania w SP nr 9. – Nie należy szukać oszczędności w oświacie. Tego w ogóle nie powinniśmy nazywać kosztem – to inwestycja. Nie będę wskazywał urzędnikom ani skarbnikowi, gdzie tych oszczędności szukać, ale mieszkańcy wystarczająco wyraźnie pokazują, gdzie pieniądze są niewłaściwie wydatkowane.

Parlementarzyści wzięli udział w spotkaniu

Choć problem ma charakter lokalny, zainteresował kilku parlamentarzystów, z których dwoje wzięło udział w spotkaniu. Po stronie rodziców opowiedziała się poseł Małgorzata Pępek. – Dla mnie niewyobrażalne jest, że w Bielsku-Białej planowana jest tak ogromna reorganizacja placówek oświatowych. Takie zmiany powinno się wprowadzać stopniowo. Jeśli szkoła liczy 250-kilku uczniów, nie ma problemu z jej utrzymaniem.

Mirosław Suchoń, poseł Polski2050, zaznaczył, że pojawił się w szkole, by wysłuchać argumentów obu stron i wyrobić sobie opinię, która pozwoli mu na konkretną rozmowę z prezydentem Jarosławem Klimaszewskim. – Rolą samorządu jest tak przeprowadzić zmiany, by jak najmniej dotknęły mieszkańców. Jak słyszę, dialog trwa – mieszkańcy bardzo rzeczowo argumentują sprawy dla nich ważne – powiedział.

„Worki ziemniaków”

Prym w dyskusji wiedli nauczyciele. – Nie jesteśmy tu po to, żeby się „dogadywać”. Dzieci i nauczyciele nie są workami ziemniaków. Stworzyliśmy dobrą szkołę – liczy 250 uczniów, więc to nie jest placówka wymierająca. Obawiam się, że problemy demograficzne dotyczą raczej budynku przy ulicy Piłsudskiego. Nie rozumiem, dlaczego po raz kolejny bierze się dwa „worki ziemniaków” – kochane dzieci i nauczycieli – i mówi: „kto da radę, jak nie wy?”. Dlaczego akurat teraz mamy być przenoszeni? – pytała prezydenta Aneta Durbajło.

– To nie nasze widzimisię. Rozumiem państwa jako rodzic – myślicie o dzieciach w tej szkole i bardzo dobrze. My musimy myśleć o wszystkich dzieciach. Wiecie, dlaczego planujemy zwolnić tę lokalizację – rośnie liczba orzeczeń i potrzebujemy miejsca dla szkoły dzieci niesłyszących oraz z afazją. Ten budynek ma odpowiednią pojemność. Pamiętam zmianę lokalizacji Kubiszówki – też były niepokoje. Rozumiemy je, ale musimy działać zarówno biorąc pod uwagę gospodarność, jak i z myślą o przyszłości oświaty – mówił prezydent.

Przedstawiciele władz Bielska-Białej dowodzili, że korzystniej jest reorganizować placówki oświatowe posiadające dwie lokalizacje i je łączyć, niż likwidować szkoły funkcjonujące w jednym budynku.

– Najlepiej pracuje się w warunkach stabilizacji. Przenoszenie dzieci z jednego budynku do drugiego będzie ogromną destabilizacją – zarówno dla uczniów, jak i dla nas, nauczycieli – argumentowała nauczycielka.

Demograficzna katastrofa

– Konieczność reorganizacji oświaty wynika wyłącznie z zatrważających danych demograficznych. Od 2018 roku są one konsekwentnie złe. Dzieci rodzi się coraz mniej. To najgorsze dane od lat. Dziś w ogromnych emocjach rozmawiamy o komasowaniu czy likwidacji placówek, ale fakt, że rodzi się coraz mniej dzieci – w kraju i w Bielsku-Białej – jest naprawdę tragiczną wiadomością – mówił wiceprezydent Igor Kliś.

– Gdybyśmy spojrzeli na dane z ostatnich 10–15 lat, to ubyło dzieci jak z 10 średnich szkół, a żadnej nie zamknęliśmy. Nigdy nie ma dobrego momentu na takie decyzje. Zawsze będą one budzić niepokój. Gdyby nie napływ kilku tysięcy dzieci z Ukrainy, zrobilibyśmy to wcześniej – mówił prezydent.

– To bardzo trudne decyzje. Widziałem emocje pana prezydenta – wiedział, że będą protesty rodziców i reakcje środowiska nauczycielskiego. Powiedzmy też uczciwie: w takich momentach zawsze aktywizuje się opozycja, bo tam, gdzie są negatywne emocje, ktoś chętnie doleje benzyny do ognia – dodaje Kliś.

Podczas spotkania nie brakowało tyrad, okrzyków i kąśliwych uwag pod adresem prezydenta Bielska-Białej. – Mamy czyste sumienie. To już chyba dziesiąte spotkanie w tej sprawie. Przedstawiamy transparentne powody naszych działań. My rozmawiamy merytorycznie, a rodzice – czemu w ogóle się nie dziwię – są bardzo emocjonalni, bo chodzi o ich dzieci – odpowiadał prezydent Jarosław Klimaszewski.

– Oświata pochłania niemal połowę budżetu miasta. Musimy reagować na dane demograficzne. Przyjęliśmy obiektywne kryteria i przekazujemy je zainteresowanym od dłuższego czasu – zapewnia jego zastępca.

Uniknąć stresu

Debata nie przyniosła przełomu. – Nie mam wrażenia, że doszliśmy do konsensusu. Być może trzeba będzie spotkać się jeszcze raz. Jeśli pojawi się mądrzejsze rozwiązanie, na pewno je rozważymy – nie jesteśmy uparci. Na dziś takie propozycje nie padły – podsumował prezydent Jarosław Klimaszewski.

Jak miałaby wyglądać przeprowadzka „Dziewiątki”? – Dyrektor szkoły przygotowała już organizację pracy w jednej lokalizacji przy ulicy Piłsudskiego. Aby zminimalizować stres dzieci, będą one przenoszone całymi oddziałami wraz ze swoimi nauczycielami. Dzięki temu pozostaną w dotychczasowych zespołach klasowych, zachowają relacje z rówieśnikami, wychowawcami i nauczycielami. Jednocześnie w naturalny sposób nawiążą współpracę z uczniami, którzy dotąd funkcjonowali w drugim budynku. Teraz będą mieli okazję lepiej się poznać i wspólnie realizować różne zadania – wyjaśnia naczelnik Agnieszka Herma.

Autorzy reportażu: Bartosz Augustyniak i Marcin Kałuski