Pierwsze zawody wygrał w wieku sześciu lat, skacząc na nartach, które wcześniej musiał skrócić mu ojciec, a później przez lata niemal książkowo piął się do góry. Na skoczni Kacper Tomasiak mimo młodego wieku sprawia wrażenie, jakby nie miał układu nerwowego. Etos pracy wyniósł z rodzinnego domu na Sarnim Stoku, ale to nic dziwnego, skoro mama z tatą to pedagodzy pracujący w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Buczkowicach. W poniedziałek 19-latek z Bielska-Białej powalczy o spełenie marzeń każdego sportowca podczas debiutu w igrzyskach olimpijskich.

Kacper Tomasiak przebojem wdarł się do światowej elity skoków, ale od lat pokazywał drzemiący w nim talent. Młody Bielszczanin bakcyla do sportów zimowych odziedziczył po ojcu, który biegał na nartach. Głowa rodziny jest trenerem-koordynatorem w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Buczkowicach, ale – jak przyznaje w rozmowie sam pan Wojciech – wyników nie było dużych, więc został nauczycielem. 

Mama przywiozła na trening, tata na zawody

W tej samej szkole wychowawcą jest pani Kinga – mama Kacpra, która kiedyś przywiozła 6-letniego syna na trening do szkoły. Pan Wojciech wspomina początki, gdy wraz z synem udał się do kolegi ze szkoły, który jest także trenerem skoczków w LKS-ie Klimczok Bystra. Mowa o Jarosławie Koniorze, który jeszcze niedawno był dyrektorem SMS w Buczkowicach. To on skierował Tomasiaków na zawody dla dzieci w Wiśle Łabajowie.

Na skoczni K-12 w lutym 2013 roku organizowano Puchar Głuszca. – To była mała skocznia zbudowana specjalnie dla dzieci – tłumaczy pan Wojciech, który przed zawodami musiał Kacprowi… skrócić narty, bo nie znaleźli odpowiednich dla 6-latka. Urodzony w 2007 roku Tomasiak w konkursie rywalizował z dziećmi starszymi o nawet dwa lata. – Wygrał te zawody, a potem szukaliśmy lepszego sprzętu – wspomina.

Odszukując wyniki konkursu, okazuje się, że młody Tomasiak pokonał m.in. Tymoteusza Cienciałę, który do niedawna uważany był za jeden z największych polskich talentów w skokach, ale rok temu zakończył bardzo krótką karierę. Po premierowym sukcesie Kacper przez kilka lat łączył naukę w szkole na Sarnim Stoku z treningami w Bystrej. Od początku imponował talentem. Żył skokami i chciał trenować. Ojciec wspomina słowa Zbigniewa Baneta, nieżyjącego już wieloletniego prezesa i legendy miejscowego LKS-u.

Najstarszy z piątki rodzeństwa

Mówił, że Kacper „ma ten dryg”, tę „iskierkę” – wspomina pan Wojciech i dodaje, że edukacja połączona z dojazdami na treningi była dla rodziny sporym wyzwaniem. Kacper ma jeszcze czwórkę młodszego rodzeństwa, a jako młody chłopak był ministrantem i sumiennie służył do mszy w kościele przy dworcu. Słysząc te słowa łatwiej zrozumieć, dlaczego przed każdym odbiciem z belki wykonuje znak krzyża.

W domu Tomasiaków wiara jest ważna – gdy w II klasie Kacper przygotowywał się do pierwszej komunii, to na ten okres przerwał treningi, by skupić się na nauce i przygotowaniach do komunii. Rodzinie łatwiej było godzić naukę najstarszego syna z treningami i obowiązkami, gdy od VI klasy Kacper poszedł do SMS w Buczkowicach. Teraz tą samą ścieżką podąża nie mniej utalentowany o dwa lata młodszy Konrad. Żaden z nich w SMS nie trafił jednak pod skrzydła ojca. Pan Wojciech nie ukrywa, że nie chciał takiej sytuacji.

Chłopaków z rocznika, w którym był Kacper, podzieliliśmy i trafił do grupy, którą miał Sławomir Hankus – wspomina. Kacper z powodzeniem łączył naukę z treningami; gdy wyjeżdżał na zawody, sumiennie nadrabiał szkolne zaległości. Był stypendystą ministerialnym, pracował z poświęceniem od rana do wieczora. Nie kwestionował, a słuchał rad i wskazówek trenerów i bardzo szybko wdrażał je w codziennym treningu.

Zaczęło się od upadku w Zakopanem

Pierwsze sukcesy zaczęły przychodzić szybko. Tomasiak błyszczał w krajowych zawodach Orlen Cup, gdzie wygrywał z rówieśnikami, skacząc o dwie belki niżej od nich. W wieku 12 lat w 2019 roku wygrał zawody w Ruhpolding, nazywane nieoficjalnymi mistrzostwami świata dzieci. Cztery lata później w Kanadzie w mistrzostwach świata juniorów zdobył srebro w drużynie, a w konkursie indywidualnym był czwarty.

Walkę o brąz przegrał z... innym Bielszczaninem i zawodnikiem LKS-u Klimczok Bystra, starszym o cztery lata Janem Habdasem, który w elicie na razie się nie odnalazł. Kilkanaście dni później w debiucie w Pucharze Kontynentalnym, będącym zapleczem Pucharu Świata, wywalczył pierwsze punkty, a po kolejnych trzech tygodniach zanotował pierwszą wygraną w Zakopanem, wygrywając FIS Cup, czyli zawody najniższej, międzynarodowej rangi. Kolejne dwa sezony były mniej udane, ale Bielszczanin i tak dwukrotnie stawał na podium w FIS Cup i był ósmy w mistrzostwach świata juniorów w amerykańskim Lake Placid.

Prawdziwa eksplozja formy przyszła latem ubiegłego roku, choć zaczęło się fatalnie. W czerwcu w trakcie treningu Kacper upadł na skoczni w Zakopanem i doznał kontuzji. – Bardzo chciał wystartować w Letnich Mistrzostwach Polski, ale rehabilitacja nogi trochę trwała i dała nieco odpoczynku. Potem przyszły starty w FIS Cup i Letnim Pucharze Kontynentalnym i „zaskoczyło” – mówi Wojciech Tomasiak. 19-latek wygrał dwa konkursy letniego cyklu, a w trzecim był drugi. Ostatecznie sięgnął po wygraną w całym cyklu.

Odcinają go od medialnego zgiełku

Nic dziwnego, że w listopadzie trener Maciej Maciusiak powołał go na pierwsze zawody Pucharu Świata. – Pod kątem sportowym było widać, że wskoczy do czołówki. Był przygotowany, jest świadomy do czego dąży, to nie jest chłopak znikąd – zapewnia pan Wojciech. Bielszczanin od początku sezonu punktował regularnie w kolejnych konkursach, a w Wiśle i Engelbergu otarł się o podium i zajął dwukrotnie piąte miejsce.

Przed igrzyskami olimpijskimi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zajmuje 14. lokatę, jest liderem polskiej kadry i jako jedyny był pewny kwalifikacji olimpijskiej. – Z żoną dużo z Kacprem rozmawiamy, mówimy, co go czeka. Jest fajnie, ale przyjdzie moment kryzysu. To normalne, wahania formy są czymś naturalnym, zwłaszcza u młodego skoczka – mówi ojciec Kacpra, który wie, że syn bardzo twardo stąpa po ziemi. Rodzice odcinają go od medialnego zgiełku, ale 19-latek sam potrafi się „wyłączyć”.

Kacper Tomasiak przed startem sezonu postawił sobie tylko dwa cele – zdobycie punktów w Pucharze Świata i medalu mistrzostw świata juniorów. Pierwszy cel spełnił już w debiucie na skoczni w Lillehammer. To na tym samym kompleksie skoczni w marcu rozegra się walka o realizację drugiego marzenia.

Nim do tego dojdzie, Tomasiaka czekają starty w Predazzo podczas igrzysk olimpijskich. Zawody na skoczni normalnej już w poniedziałek. W sobotę konkurs na skoczni dużej, a w poniedziałek, 16 lutego, duety.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]