Kolejny mężczyzna trafił do elitarnego klubu stulatków w Bielsku‑Białej. W środę setne urodziny obchodził Jan Gąsiorek. W imieniu bielskiego samorządu życzenia, kwiaty i nagrodę przekazał jubilatowi wiceprzewodniczący Konrad Łoś.

Pan Jan przyjął gości wspólnie ze swoją ukochaną żoną Władysławą, która zaprosiła na swój jubileusz 100‑lecia urodzin już we wrześniu. Jubilat jest w doskonałej formie zarówno fizycznej, jak i psychicznej.

Jan Gąsiorek przyszedł na świat 4 lutego 1926 roku w Czańcu. Jego młodość przypadła na trudny okres II wojny światowej. W czasie okupacji przez pięć lat pracował przymusowo w gospodarstwie rolnym w Niemczech. Zawirowania losu sprawiły, że został wywieziony przez czerwonoarmistów w transporcie na Sybir, skąd na szczęście udało mu się uciec. Pieszo i na rowerze powrócił do rodzinnego Czańca.

Po wojnie podjął pracę w tkalni, a później został powołany do służby wojskowej, którą odbył w Paczkowie koło Nysy w wojskach ochrony pogranicza. Otrzymał przydział do łączności, gdzie służył przez 28 miesięcy w stopniu kaprala, pełniąc dozór na granicy polsko‑czechosłowackiej. Na dancingu w Głuchołazach poznał swoją przyszłą żonę. Po zawarciu związku małżeńskiego zamieszkali w Bielsku niedaleko katedry.

Jan Gąsiorek przez 30 lat pracował w Zakładach Włókienniczych Gawlika w Białej Jubilat jest oddanym mężem i ojcem. Doczekał się dwóch córek, czworga wnucząt, jedenastu prawnucząt oraz trzech praprawnucząt. Dzisiaj państwo Gąsiorkowie mieszkają sami. Potrzebne zakupy robi im wnuk, a rodzina często odwiedza seniorów. W ciągu tygodnia catering dowozi im obiady, a w soboty i niedziele sami gotują.

Pan Jan podkreśla z uśmiechem, że najczęściej gotuje w niedziele rosół, bo jest tradycyjny i… łatwy w przygotowaniu. Jeśli chodzi o jedzenie, to poranek rozpoczyna od śniadania, na którym króluje biały serek. Bardzo lubi boczek, lecz się nie przejada. Spożywa posiłki małe, a często. Wcześniej dużo pracowali na działce, a teraz oddał to młodszym, pozostawiając sobie radość z wypoczynku na niej.