Choć przechód „od zawsze” służył jako skrót, od tygodni pozostaje zabity płytami stanowiąc wizualny i komunikacyjny problem. Wiceprezydent odpowiedział na interpelację radnego PiS, rzucając nowe światło na trudną sytuację prawną kamienicy w centrum Bielsku-Białej. Urzędnicy analizują, czy mogą ustanowić służebność.

Sprawa swój początek miała w listopadzie 2024 roku. Wtedy to nadzór budowlany stwierdził fatalny stan tynku na prywatnej kamienicy. Odpadające fragmenty elewacji stwarzały realne zagrożenie dla przechodniów ul. Stojałowskiego w Bielsku-Białej. Właściciele otrzymali nakaz zabezpieczenia budynku, jednak zamiast montażu siatek ochronnych, zdecydowali się na... całkowite zabicie przejścia płytami.

Sytuacja ta stała się utrudnieniem dla okolicznych mieszkańców. brak przechodu w ciągu kamienicy zmusza do korzystania z wąskiego chodnika obok ruchliwej ulicy, co uniemożliwia poruszanie się osobom o specjalnych potrzebach. Aby bezpiecznie przejść na drugą stronę, piesi muszą nadrabiać drogi.

Na biurko prezydenta Bielska-Białej trafiła interpelacja radnego Pawła Korzondkowskiego, który domagał się przywrócenia przejścia do użytkowania. W odpowiedzi, podpisanej przez zastępcę prezydenta Igora Klisia, miasto wyjaśnia powody obecnego impasu. Kluczowym problemem okazuje się własność gruntu.

Przejście znajduje się na prywatnej działce, której nie obciążają żadne służebności. Oznacza to, że gmina nie ma formalnego prawa, by nakazać otwarcie przejścia, które właściciele zamknęli z własnej inicjatywy w trosce o bezpieczeństwo, choć nakaz PINB dotyczył zabezpieczenia tynku, a nie blokowania ruchu.

Miasto podjęło pierwsze kroki, by trwale rozwiązać problem i wszczęto procedurę, której celem jest analiza możliwości ustanowienia oficjalnej służebności. Do czasu zakończenia formalności, władze miasta zalecają korzystanie z chodnika po przeciwnej stronie ulicy lub przejścia przez park nad rzeką Białą.

bak