Narasta konflikt wokół planowanej likwidacji kilku placówek przedszkolnych w Bielsku-Białej. Podczas gdy rodzice i społecznicy zarzucają władzom miasta działania bez podstawy prawnej, Ratusz odpowiada, że wstrzymanie rekrutacji do przeznaczonych do likwidacji przedszkoli, logiczna konsekwencja planowanych zmian. W tle toczy się walka o przyszłość dzieci, a ostateczny głos należy do kuratora.

Od miesięcy emocje wokół planowanej reformy systemu edukacji nie opadają. Kością niezgody jest planowana likwidacja wybranych przedszkoli i szkoły na osiedlu Grunwaldzkim, która – zdaniem urzędników – jest niezbędna ze względów organizacyjnych i demograficznych. Rodzice odpowiadają, że władze miasta patrzą na placówki wyłączenie przez pryzmat względów ekonomicznych, a nie dobra dzieci.

Krok wyprzedzający likwiadację

Jednak to, co wydarzyło się w ostatnich dniach, nadało sporowi nową, prawną dynamikę. Roman Szybiak, rodzic dziecka uczęszczczającego do przeznaczonego do zamknięcia Przedszkola nr 29 na Górnym Przedmieściu, powołując się na informacje od rodziców, publicznie oskarżył bielskich urzędników o próbę „wygaszenia” placówek poprzez wyłączenie ich z systemu rekrutacji na rok szkolny 2026/2027.

Według strony społecznej, działanie to jest nielegalne i ma na celu doprowadzenie do sytuacji, w której przedszkola pozostaną puste, niezależnie od tego, czy ostateczne uchwały o likwidacji placówek oświatowych zostaną podjęte. Prawo oświatowe nie zawiera przepisów pozwalających na wyłączenie placówki z procesu rekrutacji na podstawie podjętych uchwał intencyjnych – grzmią rodzice i aktywiści.

Urząd Miejski w Bielsku-Białej odpiera te zarzuty. Jak wynika z oficjalnego stanowiska, wiceprezydent Igor Kliś rzeczywiście przedstawił dyrektorom pismo informujące o wyłączeniu placówek z rekrutacji. Miasto opiera się przy tym na pisemnej opinii prawnej z 21 stycznia. Argumentacja jest dwutorowa.

Ratusz twierdzi, że ma opinię prawną

Po pierwsze, przeprowadzanie rekrutacji do placówek, które mają zostać zamknięte z końcem sierpnia, byłoby sprzeczne z celem likwidacji. Miasto powołuje się tu na przepisy prawa oświatowego, wskazując, że o liczbie wolnych miejsc decydują akty planowania przyjęte przez organ prowadzący.

Urzędnicy podkreślają, że chcą uniknąć chaosu, bo gdyby dzieci zostały przyjęte na nowy rok szkolny, a kurator oświaty wydał zgodę na likwidację, miasto musiałoby przymusowo przenosić nowo przyjętych przedszkolaków do innych placówek, co wywołałoby jeszcze większy sprzeciw rodziców.

Mimo że miasto podjęło już kroki blokujące nabór, proces likwidacji placówek wcale nie jest jeszcze przesądzony. Kluczowym elementem procedury wynikającej zprawa oświatowego jest opinia Śląskiego Kuratora Oświaty, a opinia jest w tej sprawie wiążąca. Jak przekazano nam, obecnie Ratusz przygotowuje wnioski o wydanie takich opinii. Dopiero po ich otrzymaniu radni będą mogli podjąć ostateczne uchwały kończące proces. Do tego czasu rodzice dzieci pozostają w niepewności, a atmosfera staje się coraz gęstsza.

xxx

Po publikacji otrzymaliśmy komentarz Romana Szybiaka do stanowiska władz miasta. - Jestem prawnikiem i mogę powiedzieć tyle, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach przepisów prawa. Jak nie ma przepisu, to nie można działać. Zaniechanie rekrutacji nie jest logiczną konsekwencją planowanych zmian tylko w rzeczywistości działaniem bez podstawy prawnej i próbą obejścia prawa - mówi.

- Obowiązuje uchwała Rady Miejskiej w Bielsku-Białej, która nakłada na Pana Prezydenta obowiązek prowadzenia rekrutacji do wszystkich placówek w sieci publicznych przedszkoli. Ja jestem pewny swojej argumentacji prawnej i się jej nie wstydzę. Niech teraz Ratusz pokaże opinii publicznej swoją opinię prawną, na której podstawie chce wygasić Przedszkole nr 29 - dodaje rodzic dziecka uczęszczającego do placówki.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]