Gdy pod koniec stycznia nad stolicą Podbeskidzia zawisła gęsta mgła smogu, pojawiły się teorie spiskowe, że to robienie wstępu pod strefę czystego transportu. Takie ograniczenia obowiązują w Warszawie, czy od niedawna w Krakowie, gdzie stały się przyczyną zbierania podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta. Spradziliśmy, czy mieszkańcom Bielska-Białej grozi strefa czystego transportu.

Ostatni weekend oraz połowa stycznia przyniosły w Bielsku-Białej fatalną jakość powietrza. Normy pyłów zostały przekroczone wielokrotnie, a komunikaty Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska nie pozostawiały złudzeń – oddychaliśmy powietrzem bardzo złej jakości, w której dominował pył zawieszony.

Mnożą się teorie spiskowe

Niektórzy zdają się nie dostrzegać problemu, inni go bagatelizują, ale pojawiły się takie głosy, i wbrew pozorom nie było ich wcale tak mało, które twierdziły, że ostatnie ostrzeżenia to wstęp do… wprowadzenia stref czystego transportu. Czy rzeczywiście to podwaliny pod radykalne zmiany w ruchu drogowym?

Czym jest strefa czystego transportu? To obszar, do którego nie wjadą pojazdy emitujące najwięcej szkodliwych substancji. W przypadku Warszawy strefa działa od półtora roku i obejmuje centrum oraz fragmenty przyległych dzielnic. Zakaz dotyczy aut benzynowych starszych niż 26 lat i diesli starszych niż 17 lat. Docelowo jednak normy będą zaostrzane co dwa lata, eliminując z ruchu coraz młodsze roczniki.

Batalia o strefę czystego transportu w Krakowie była jeszcze bardziej burzliwa. Miasto planowało objąć strefą całą swoją powierzchnię, co wywołało ogromne protesty. Ostatecznie obejmuje ona ok. 60 proc. miasta, a bezpłatnie wjeżdżać mogą do niej auta benzynowe mające 21 lat i mniej, a w przypadku diesli do 3,5 tony – 12 lat i mniej, natomiast dla pojazdów ciężarowych i autobusów – mające 14 lat i mniej. Samochody niespełniające tych wytycznych, wjeżdżając do strefy, muszą płacić 2,50 zł za każdą godzinę.

Wprowadzenie strefy w Krakowie stało się przyczyną zbiórki podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. Wyraźnie wystraszony Aleksander Miszalski zapowiedział „wielką korektę” strefy czystego transportu i znalazł kozła ofiarnego - zdymisjonował dyrektora Zarządu Transportu Publicznego.

Ustawa stawia jasne granice

Czy wprowadzenie strefy czystego transportu grozi Bielsku-Białej? W teorii tak. Zgodnie z ustawą o elektromobilności, obowiązek utworzenia strefy czystego transportu dotyczy miast powyżej 100 tys. mieszkańców, czyli takich jak Bielsko-Biała, ale tylko gdy GIOŚ stwierdzi przekroczenie dopuszczalnych średniorocznych norm dwutlenku azotu, których głównym źródłem jest transport, w tym silniki diesla.

Próg, którego przekroczenie obliguje do wprowadzenia strefy, wynosi 40 µg/m³. I tu przechodzimy do sedna. Ostatnie dostepne dane z monitoringu środowiska z obszaru Bielska-Białej pochodzą z 2024 roku.

W mieście działają dwie stacje GIOŚ i w obu wyniki są dużo poniżej normy. W przypadku stacji na osiedlu Słonecznym średnioroczny wynik to 15 µg/m³ z kolei dla stacji przy Gemini Park, położonej przy jednej z najbardziej ruchliwych arterii miasta, zapas do granicznego poziomu jest duży i wynosi 25 µg/m³.

– Nie ma podstaw w naszym mieście do wprowadzenia strefy czystego transportu – ucinają spekulacje urzędnicy ochrony środowiska w Ratuszu. Skoro tlenki azotu, pochodzące głównie z rur wydechowych, trzymają się w ryzach, miasto nie ma ani obowiązku, ani planów wprowadzania strefy czystego transportu.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]